Aż do pierwszego roku studiów mój plan kariery był prosty: zamierzałem być na Broadwayu. Uwierz mi, przewracam oczami na samą myśl o tym teraz. Ale w mojej naiwnej i optymistycznej młodości ten cel wydawał się tak racjonalny i logiczny, jak mówienie, że będę księgowym. To było pewne. Już wyobrażałem sobie życie w Nowym Jorku - moje stylowe mieszkanie, moje dni spędzone na przesłuchaniach i nieuchronnie wielką przerwę.
Nie trzeba dodawać, że oczywiście nie jestem teraz na Broadwayu. Więc co się stało? Cóż, mówiąc najprościej, dostałem się do college'u i całkowicie zastraszyłem się, jak wielkim talentem było w mojej szkole. Nie byłem już dużą rybą w małym stawie. Doszedłem do wniosku, że jeśli na moim uniwersytecie było tak wielu niesamowitych wykonawców, świat musiał być absolutnie wypełniony ludźmi, którzy bardziej zasługiwali na tę główną rolę niż ja.
Nie chciałem rezygnować z czekania na życie, więc przeniosłem kierunek na komunikację i dziennikarstwo. Dla niektórych wydaje się to dużą zmianą. Myślę jednak, że ścieżki kariery teatru muzycznego i redakcji mają kilka wspólnych cech. Po pierwsze, większość ludzi postrzega twój cel jako fajny sen - skończysz z głodu na resztę życia. Po drugie, ludzie zakładają, że oba te zawody wymagają życia w dużym mieście, aby naprawdę osiągnąć sukces. Nowy Jork, Los Angeles, San Francisco, a nawet Chicago - jeśli naprawdę chcesz wyrobić sobie markę, musisz być tam, gdzie jest akcja.
Rozumiem, dlaczego ludzie mają takie postrzeganie, a popkultura zdecydowanie odgrywa rolę. Kiedy wypowiadam słowa „pisarz” lub „redakcyjny”, wiem, że ludzie natychmiast wyobrażają sobie zgiełk The Devil Wears Prada lub Carrie Bradshaw gryzmolących w swoim brownstone w Nowym Jorku. Ja również padłem ofiarą pułapki myślenia, że gdybym sam chciał odnieść sukces jako pisarz, musiałbym mieszkać w dynamicznie rozwijającej się metropolii i przeszukiwać poduszki na kanapie, aby zarabiać co miesiąc.
Z tym pomysłem był tylko jeden problem: nie chciałem już przeprowadzać się do dużego miasta. Po pożegnaniu mojego marzenia na Broadwayu stałem się znacznie bardziej domownikiem. Mieszkam w małym miasteczku w północno-wschodniej Wisconsin. Znasz ten rodzaj - twój listonosz zna cię po imieniu, a całe miasto jest gotowe do walki, gdy Twoja rodzinna restauracja zmienia właściciela.
Dla większości ludzi wiem, że życie brzmi przewidywalnie i nudno. Ale dla mnie to pocieszające. Uwielbiam to i nie chcę odejść, jeśli mogę pomóc.
Więc utknąłem w tym catch-22. Chciałem być odnoszącym sukcesy pisarzem, pozostając dokładnie tam, gdzie byłem. Ale według wszystkich innych osób muszę się przenieść, aby osiągnąć sukces. Co miałem zrobić? Jak mogłem wybierać między karierą, której desperacko chciałem, a lokalizacją, którą uwielbiałem? Dlaczego nie mogłem mieć obu ?
Więc mogę. Właściwie to robię - i ty też możesz. Zgadza się, jestem żywym dowodem, że nie musisz przeprowadzać się do dużego miasta, aby realizować swoje marzenia. W rzeczywistości stwierdziłem, że moje położenie geograficzne naprawdę ma z tym niewiele wspólnego. Kluczem do sukcesu jest położenie większego nacisku na to , co chcesz robić, a nie na to, gdzie chcesz to zrobić.
Powinieneś wyznaczać swoje cele w oparciu o określone umiejętności, kamienie milowe i osiągnięcia - nie w tym nieuchwytnym mieście świętego Graala, o którym tyle słyszałeś. Staraj się być inżynierem oprogramowania na najwyższym poziomie - nie najlepszym inżynierem w całej Dolinie Krzemowej. Postaraj się być zaufanym i szanowanym doradcą finansowym - nie najbardziej prestiżowym i znanym na Wall Street. Oczywiście ta koncepcja może stać się trudniejsza, jeśli mieszkasz w obszarze, w którym wybrane przez ciebie pole jest szczególnie nieodpowiednie. Nadal jednak zachęcam do myślenia nieszablonowego i nie ograniczania definicji sukcesu do jednego konkretnego miasta.
Czemu? Cóż, kiedy ograniczasz swoje cele zawodowe na podstawie samej lokalizacji, robisz to właśnie - ograniczając się. Możesz przekazać niesamowite możliwości, po prostu dlatego, że nie dają ci one szansy na przejście do strefy przemysłowej. Jednak sukces nie żyje tylko w jednym miejscu. Nie jest zdefiniowane przez twoje miasto. Zamiast tego jest to określone przez twoją reputację zawodową, osobisty rozwój i - co najważniejsze - twoje szczęście.
Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli w końcu trafisz na wymarzoną pracę, ale utkniesz w mieście, które sprawia, że jesteś bardzo nieszczęśliwy (jak zapewne byłbym w Nowym Jorku), czy naprawdę odnosisz takie sukcesy? Prawdopodobnie nie. To równowaga, ale zdecydowanie możesz znaleźć karierę, która sprawia, że czujesz się spełniony w mieście, które kochasz. Jeśli jesteś koczownikiem, który uwielbia przemieszczać się i gonić następną wielką okazję? Więcej mocy dla Ciebie! Ale jeśli jesteś kimś, kto lubi pozostać na miejscu i chciałby znaleźć sukces i szczęście tam, gdzie jesteś? To jest całkowicie możliwe.
Pamiętaj, że sukces nie rozpoznaje linii stanu. Weź to od dziewczyny, która napisała ten artykuł - ale mieszka w mieście z jednym światłem stopu.
Czy przeprowadziłeś się do dużego miasta, aby zaliczyć koncert swoich marzeń? A może położyłeś korzenie i znalazłeś pracę, którą kochasz właśnie tam, gdzie jesteś? Daj mi znać, co myślisz na Twitterze!




