Dlaczego kobieta po trzydziestce, bez wcześniejszej przygody lub szaleństwa, porzuciłaby pracę, opuściła męża i dom i zaczęła wiosłować po całym świecie?
Bez wątpienia wielu moich przyjaciół, a na pewno moja matka, zadawało sobie to pytanie w 2004 roku, kiedy ogłosiłem, że zamierzam przepłynąć Ocean Atlantycki. W zeszłym roku wiosłowałem przez Pacyfik od 2008 do 2010 roku i Ocean Indyjski, będąc pierwszą kobietą, która wiosłowała w każdym z trzech oceanów. Podczas mojego pobytu na wodzie powód mojej decyzji stawał się coraz bardziej wyraźny - doznałem podwójnego przebłysku objawień, które sprawiły, że mój poprzedni kierunek życia był niemożliwy do utrzymania.
Po pierwsze, zdałem sobie sprawę, że moja praca, choć dobrze się opłacała, nie czyni mnie szczęśliwym. Pewnego dnia usiadłem i napisałem dwie wersje własnego nekrologu: tę, którą chciałem mieć, i tę, do której zmierzałem, jeśli podążę swoją obecną ścieżką. Moja praca nie podążała tak, jak chciałem. W rzeczywistości zmierzało to w przeciwnym kierunku, ku życiu nędzy i obowiązku, a nie wolności i spełnienia.
Po drugie, doświadczyłem objawienia środowiskowego i rozwinąłem palącą potrzebę rzucenia ludziom wyzwania, aby zastanowili się nad sposobem, w jaki traktujemy planetę. Do tego momentu myślałem o „środowisku” jako o charytatywnej sprawie lub problemie - czymś, co mogłem wybrać, czy się zaangażować, czy nie. Ale nagle zrozumiałem, że jest to nieodłączne od samego życia - od tego zależy nasze przyszłe istnienie. Aktywizm nie był już opcjonalny. Jeśli troszczyłem się o własne zdrowie, szczęście i dobre samopoczucie, nie mówiąc już o dalszym istnieniu ludzkości, nie miałem wyboru, musiałem się zaangażować.
Ale w tamtym czasie byłem nikim - tylko powracającym konsultantem ds. Zarządzania, wypaleniem miasta Londynu. Niezbyt przekonująca platforma do rozpoczęcia kampanii świadomości ekologicznej. Tak więc, po kilku latach wioślarstwa na uniwersytecie i tęsknoty za przygodą, podjąłem wiosła za sprawę, wykorzystując moje przygody z wiosłowaniem po oceanie jako sposób na zwrócenie uwagi na moje przesłanie.
Odtąd płynąłem ponad 15 000 mil, wziąłem około 5 milionów udarów i spędziłem ponad 520 dni samotnie na morzu w 23-stopowej, samodzielnej łodzi wiosłowej z niczym innym, jak tylko ogromną ilością audiobooków i okazjonalnych obserwacji przyrody, aby zapewnić mi rozrywkę. Życie na oceanie jest trudne, z ciągłymi zalewami, ciągłym dyskomfortem i niekończącymi się wyzwaniami dla mojej fizycznej i psychicznej równowagi. Długie okresy nudy przeplatane są krótszymi epizodami skrajnego strachu. Ale to doświadczenie nauczyło mnie dwóch użytecznych rzeczy na temat strachu.

W końcu dowiedziałem się, że strach może pokonać większy strach - taki, który pozwala mi znaleźć motywację i odwagę, by iść z dnia na dzień w obliczu bólu, frustracji i fal o długości 20 stóp. Chociaż mogę bać się nadchodzącej burzy, jeszcze bardziej boję się tego, co stanie się z nami wspólnie, jeśli ja i ludzie tacy jak ja, nie będziemy robić wszystkiego, co w naszej mocy, aby szerzyć świadomość.
Wiele osób pyta mnie, dlaczego zrobiłem to, co zrobiłem. Pytają mnie również: Oszalałeś? Nigdy nie wymyśliłem, jak to powiedzieć, nie wydając osądu, ale kiedy rozglądam się po tak zwanym „cywilizowanym” świecie na lądzie - świecie, w którym 1 miliard ludzi umiera z głodu, podczas gdy kolejny miliard ma nadwagę, świat, w którym przedmioty jednorazowego użytku są wykonane z niezniszczalnych tworzyw sztucznych, świata, w którym rozpylamy herbicydy, pestycydy i inne trucizny na nasze jedzenie, a następnie je jemy, świat, w którym międzynarodowe koncerny biorą naszą wodę z kranu, wkładają ją do plastikowych butelek i sprzedają z powrotem do nas za tysiąc razy wyższą cenę - i nie mogę przestać myśleć, że jeśli to oznacza zdrowie psychiczne, to świat potrzebuje więcej ludzi, by być trochę szalonym.




