Obecnie jeden z moich kolegów swędzi się dość głośno. Kolejna leży z głową przed oknem, niecierpliwie czekając na popołudniowe przybycie swojej najbardziej znienawidzonej osoby: listonosza.
Zaufaj mi, gdy powiem, że to wprowadzenie staje się o wiele mniej niepokojące, gdy wyjaśniam, że moimi jedynymi „współpracownikami” są moje psy.
Każdego dnia pracuję z domu - co oznacza, że moje kundle, Bert i Gracie, są jedynymi osobami, które słuchają moich sesji wentylacyjnych o trudnym kliencie lub moich wędrówek na temat przytłaczającej listy rzeczy do zrobienia.
Chodzi o to, że tak naprawdę nigdy mi nie odpowiadają (z wyjątkiem żałosnego spojrzenia, które z pewnością ma na celu przedstawienie: „Dlaczego zadajesz mi te pytania, na które nie mogę odpowiedzieć, żałosna kobieto?”).
Ale to, że nie potrafimy komunikować się w sposób, w jaki robi to większość normalnych kolegów, nie oznacza, że nie nauczyłem się wiele, mając te dwa kufle jako członków mojego codziennego zespołu. Oto tylko niektóre z wielu lekcji, których nauczyli mnie ci włochaci sprawcy kłopotów.
1. Trwałość się opłaca
Moje psy są niczym, jeśli nie są zdeterminowane. Jeśli odłożę ukochaną zabawkę lub kość poza zasięg? Będą dosłownie przenosić meble, aby uzyskać do nich dostęp. Kiedy nie chcą utknąć w budach? Będą bawić się zatrzaskiem, dopóki drzwi się nie otworzą.

Posiadanie psów jako moich jedynych kolegów na pewno wiąże się z ich wzlotami i upadkami (i uczciwą liczbą rozmów telefonicznych, które są przerywane przez nieustanne szczekanie).
Ale jest też solidnym przypomnieniem, że możesz się wiele nauczyć od każdego lub czegokolwiek - czy to książki, mentora, szefa, czy współpracownika (odmiany ludzkiej lub czworonożnej). Oczywiście, o ile lubię myśleć, że to ja prowadzę całe nauczanie dotyczące moich szczeniąt, zawsze szybko dowodzą, że się mylę.




