W pierwszym odcinku Good Girls Revolt jest dramatyczna scena, która byłaby dobrym prologiem. Redaktor naczelny zwraca się do redakcji i chwali dobrze napisany artykuł reportera. Wszystko dobrze i dobrze, dopóki kobieta nie ujawni, że to napisała. A raczej, że potajemnie przepisała męską kopię. To nie była część jej pracy - miała cicho pomagać w raportowaniu i badaniach, ale zostawić pisanie mężczyznom.
Redaktor namiętnie patrzy, jak jego wygodna wizja „jak tu się wszystko robi” - mężczyźni piszący i zdobywający uznanie oraz kobiety asystujące w tle - są zakłócone. Kobieta rezygnuje. Kiedy wychodzi, podąża za nią kilka oszałamiających spojrzeń kobiet. Ich oczy są szerokie, a usta szeroko otwarte. Ten moment oznacza pierwsze poruszenie tytułowego buntu.
Otóż tak wcale nie było tak w rzeczywistości. Ale seria oparta jest na książce Lynn Povich, The Good Girls Revolt: How the Women of Newsweek Pozwała swoich szefów i zmieniła miejsce pracy , w której opowiadała o prawdziwych wydarzeniach. Povich była jedną z 46 kobiet w Newsweek, która jako pierwsza w mediach pozwała o dyskryminację ze względu na płeć, a później została nazwana pierwszą starszą redaktorką magazynu, samotną wśród mężczyzn w pokoju, w którym podejmowano decyzje.
Do Newsweeka dotarła w latach 60. po ukończeniu Vassar. W tym czasie, jak mówi, kierownictwo magazynu rozważało pisanie w swoim szczególnym stylu talentem danym przez Boga - nadawanym wyłącznie mężczyznom. Kobiety pracowały, jeśli nie jako sekretarki, to w kancelarii lub jako badacze lub reporterzy. Ale nie pisarze, nie wspominając już o wysokiej rangi redaktorach, którzy nazywają się strzałami.
Kobiety, które przeprowadziły rozmowy w sprawie pracy w magazynie informacyjnym, otrzymały informację: „Jeśli chcesz zostać pisarzem, idź gdzie indziej - kobiety nie piszą w Newsweeku ”.
Povich rozpoczęła pracę jako sekretarka w biurze paryskim, a później poszła do pracy w centrali magazynu w Nowym Jorku, gdzie wkrótce stała się wyjątkiem. Choć tradycja dyktowała, że kobiety nie piszą, jej szef był zmęczony opisywaniem mody i awansował ją na młodszego pisarza - nie pierwszy, ale jedyny w tym czasie.
„Masz szczęście, że Harry jest twoim szefem”, powiedział jej przyjaciel. I tak to wtedy działało: mężczyźni sprawowali władzę nad tym, jak niewiele miejsca pozostawiali kobietom. Chociaż w tamtych czasach Newsweek nie zawierał bylinów, wielkie historie i ich pisarze zostali powołani na stronie „Top of the Week” na początku magazynu. Kobiety, które przeprowadziły wiele badań i raportów, były często pomijane, chyba że pisarz, któremu pomogli, zdążył się za nimi opowiedzieć. Povich mówi, że miała szczęście, ale „inni byli tak lub bardziej utalentowani”.
Sprawa zaczęła nabierać kształtu, gdy jedna z naukowców, Judy Gingold, zjadła lunch z przyjacielem prawnika, który powiedział jej, że system kastowych płci był faktycznie niezgodny z prawem na mocy tytułu VII ustawy o prawach obywatelskich. Povich była jedną z pierwszych, którym podzieliła się tymi informacjami. A to, co zaczęło się jako ciche rozmowy między kilkoma kobietami w łazience, przerodziło się w historyczny proces.
Kobiety zwerbowały dziesiątki koleżanek i zwróciły się do Eleanor Holmes Norton - dziś kongresmenki z Waszyngtonu, ale potem młodego prawnika pracującego jako asystent dyrektora prawnego w American Civil Liberties Union.
Złożyli skargę do Komisji ds. Równych Szans Zatrudnienia. I wybrali idealny moment, aby to ogłosić, organizując poranną konferencję prasową rano Newsweek opublikował okładkę o ruchu wyzwolenia kobiet. Została napisana przez kobietę, ale nie jedną z pracowników. W tytule napisano: „Women in Revolt”. A „dobre dziewczyny” Newsweeka z pewnością były.
„Ironią losu jest to, że chociaż Newsweek uważa, że skargi kobiet są wystarczająco godny wiadomości, aby móc tak szeroko relacjonować, nadal utrzymuje politykę dyskryminacji kobiet wobec własnego personelu” - powiedział Norton tego dnia, według książki Povicha. „Statystyki mówią same za siebie - w Newsweek pisze ponad 50 mężczyzn, ale tylko jedna kobieta”.
Redaktorzy byli zszokowani, ale zgodzili się na rozpoczęcie negocjacji. Obie strony uzgodniły protokół ustaleń w następnym miesiącu i podpisały go 26 sierpnia 1970 r. - dokładnie pół wieku po tym, jak kobiety uzyskały prawo głosu. Wydawało się, że to wygrana, ale dokument był niejasny, a zmiany powolne. Kobiety pozwały ponownie w 1972 r.
Jednym z postanowień drugiej umowy, którą podpisali w 1973 r., Było to, że do końca 1975 r. Kierownictwo mianuje starszą redaktorkę kierującą jedną z siedmiu sekcji magazynu. Pod koniec tego roku, po miesiącach prób, Povich awansował do tej roli, nadzorowanie stron poświęconych mediom, telewizji, życiu / stylowi, religii i pomysłom.
„Przeraża Cię porażka, gdy znajdzie się w tej pozycji” - mówi. Istnieje ogromna presja, aby nie tylko udowodnić siebie, ale także służyć jako przykład dla całej grupy. Wydaje się, że nosisz reputację innych osób wraz ze swoją własną i „chcesz odnieść sukces, aby nie zawieść i nie zawieść grupy”.
Chociaż istnieje jedna granica tego, co może zrobić jedna osoba, „pomaga, jeśli pierwszy to ktoś, kto naprawdę reprezentuje klasę”, mówi Povich i bardzo troszczy się o otaczającą ją większą społeczność. „Musisz rozpoznać, że jest wielu takich jak ty, którzy mogliby i powinni podążać”.
Povich pozostawał w magazynie przez kolejne półtora dekady, pisząc takie historie, jak „Jak mężczyźni się zmieniają”, „Życie z umieraniem” i „Ratowanie rodziny”. Następnie została redaktorką naczelną magazynu Working Woman. oraz redaktor zarządzający wschodniego wybrzeża dla MSNBC.com.
„Akcja Newsweek całkowicie mnie zradykalizowała” - mówi. Zafascynowała się problemami kobiet w dziennikarstwie i poza nim, a doświadczenie to pomogło ukształtować resztę jej kariery - od pracy w redakcjach po pisanie książki i mówienie o pozwie, po zasiadanie w radach doradczych Międzynarodowej Fundacji Mediów Kobiet i Wydział Praw Kobiet Watch Human Rights Watch.
Jest jeden punkt, w którym Povich chce wyprostować. Jasne, skończyła jako pierwsza redaktorka, ale doprowadziło ją do tego wspólne działanie. „ Byliśmy pierwsi” - podkreśla. „Zrobiliśmy to razem. W liczbach jest siła ”- dodaje. „Pierwsze są naprawdę niebezpieczne”, kontynuuje, wskazując na pierwsze, które wystąpią w ruchu #MeToo. „Lekcja polega na robieniu tego w grupie”.
Chociaż najnowszy program telewizyjny skupił się wokół faktów, to jedna rzecz się poprawiła. Kobiety o niezwykle różnych osobowościach i światopoglądach łączą siły i walczą. Razem.
I Povich, który myślał, że jej książka z 2012 roku jest końcem tej historii, zobaczył, że kontynuuje ją program, który dotarł do całego pokolenia kobiet.
