Jestem perfekcjonistą.
Mówią, że pierwszym krokiem do wyzdrowienia jest przyznanie się, że masz problem. Niestety wielu postrzega tę cechę jako źródło dumy, a nie poważne schorzenie. Ale dla tych z nas, którzy naprawdę cierpią z powodu perfekcjonizmu, może to stać się całkowicie niezdrową obsesją.
Moje osobiste doświadczenie z perfekcjonizmem zrodziło się z tego kompleksu „trzeba być najlepszym”. Na studiach byłem studentem-sportowcem z I klasy, niepełnoetatową nianią, aktywnym członkiem mojej grupy braterskiej i kościoła akademickiego - a wszystko to przy jednoczesnym utrzymywaniu relacji na odległość z moim chłopakiem, który wkrótce zostanie moim mężem.
Każdy dzień był osobistą konkurencją. W dziwny sposób czułem się najszczęśliwszy i zrównoważony, kiedy mogłem wypełniać wszystkie moje codzienne zobowiązania z drobiazgową skutecznością. Jeśli kiedykolwiek w moim harmonogramie pojawiła się luka, natychmiast wypełniłbym ją czymś produktywnym.
Około rok po studiach i na początku mojej kariery zawodowej poślubiłem mojego najlepszego przyjaciela. Małżeństwo myślało od dawna i dokładnie przewidziałem, jak wyglądałoby życie po związaniu węzła. Mówiąc ściślej, stworzyłem zdjęcie siebie jako idealnej żony.
Dla mnie oznaczało to utrzymanie nieskazitelnego domu, codzienne staranne ćwiczenie, konsekwentne przygotowywanie pięknych obiadów od podstaw, z łatwością i wdziękiem, oraz spędzanie dużo czasu z mężem. Aby czerpać inspirację, chętnie zasubskrybowałem Martę Stewart Living i kupiłem kilka ekstrawaganckich książek kucharskich. Zawsze wyróżniałem się w życiu, wkładając 100% wysiłku; dlaczego kraj miałby być inny?
Ukierunkowanie mojej wewnętrznej Marty dodało jeszcze jeden tytuł do mojej listy rzeczy do zrobienia: Domowa Bogini. Przez pierwsze trzy miesiące naszego małżeństwa rzucałem się na codzienny trening przed świtem i cały dzień w sektorze zawodowym, a resztę dnia spędziłem w domu - sprzątając, organizując i gotując wyszukane posiłki.
Kiedy skończyłem, rzadko było czasu ani energii dla siebie - lub mojego męża. Z początku krytykowałem siebie i postanowiłem ciężko pracować, stać się lepiej zorganizowanym i wspaniałym.
Mój pierwotny plan bycia idealną żoną wydawał się nie mieć sensu. „Idealne” życie, które sobie wyobrażałem, było całkowicie nierealne i niespełniające. Pod koniec każdego dnia odkryłem, że jestem kompletnie wypalony, urażony tym, co dawało tak wiele radości. Sprawca: nadrzędny perfekcjonizm.
Starając się przywrócić równowagę w moim życiu, podjąłem decyzję, że zajmie mi to przynajmniej godzinę dziennie. Zacząłem od drobiazgów, które ostatecznie dały mi ogromną nagrodę: spacer, domowe zabiegi spa lub kawa z dziewczyną. Ale działalnością, która zapewniła mi najwięcej energii do naładowania, była joga. Naprawdę mogłem docenić skupienie i siłę umysłową potrzebną do udanej praktyki.
Na początku ciągle rozglądałem się po pokoju dla porównania - albo w milczeniu gratuluję sobie najlepszej formy, albo karcę się za moje osobiste ograniczenia. Trzymałem się mocno ducha współzawodnictwa, dopóki instruktor nie powiedział czegoś podczas szczególnie trudnej pozycji, która całkowicie zmieniła moją perspektywę: „Największą korzyść z ćwiczeń odniesiesz, jeśli pozwolisz sobie skupić się tylko na tym, co jesteś w stanie zrobić. nie pozwól innym odciągnąć Cię od twojej osobistej podróży. ”
Ta myśl uderzyła mnie jak tona cegieł. Celem nie powinno być zdobycie trofeum za najwięcej osiągnięte w jednym tygodniu roboczym, ale skuteczne pokonanie go przy jednoczesnym zachowaniu zdrowia psychicznego i szczęścia. Dla mnie najważniejsze było znalezienie czasu na naładowanie własnych baterii i spędzanie czasu z mężem.
Koncentrując się tylko na tym, co potrafiłem i co było dla mnie dobre, naprawdę mogłem znaleźć doskonałość. Oto moje pięć najważniejszych wskazówek:
1. Ja pierwszy
Niestety ośmiogodzinny (lub więcej) dzień roboczy zazwyczaj nie podlega negocjacjom, więc pozostałe osiem godzin, które nie śpisz, muszą się liczyć. Możliwość rozróżnienia potrzeb i drobiazgów była ogromnym przełomem.
2. Cheat
Mój stary kolega z drużyny powiedział mi kiedyś: „Jeśli nie oszukujesz, nie próbujesz”. W dziedzinie przeżycia w tygodniu roboczym nie może być dokładniejszego. Odkryłem małe kody, które oszczędzały mi czas, energię i stres. Jednym z moich ulubionych kodów jest moja chwalebna powolna kuchenka. Co może być lepszego niż spędzić pięć minut wrzucając przed pracą garść składników do jednego garnka i wracając do domu na ciepły posiłek, który smakuje tak, jakby przygotowanie go zajęło wiele godzin? Niebo.
3. Maksymalizuj zasoby
Jedną z moich największych zmagań jako perfekcjonisty było proszenie o pomoc. Nie tylko uznałem to za oznakę porażki, ale wymagało to również ode mnie kontroli nad sposobem, w jaki wszystko zostało zrobione. Ogromnym źródłem stresu była po prostu niemożność pozyskania pomocy z mojego największego zasobu - mojego męża. Musiałem zmienić swoją perspektywę i postrzegać swoje małżeństwo jako instytucję pracy zespołowej, a nie indywidualnego osiągnięcia.
Dyskredytowanie zdolności męża do pomagania w domu wynikało w dużej mierze z faktu, że nie zrobił rzeczy dokładnie tak, jak ja. Moją skłonnością było raczej wyeliminowanie możliwości wykonania czegoś nieco innego niż moje specyfikacje, niż przyjęcie uniesionego ciężaru. Mój mąż nie tylko chętnie pomagał, ale zmniejszył obciążenie pracą o połowę - a współpraca w domu zbliżyła nas do siebie.
4. Luksusowy weekend
Sobota i niedziela są teraz moim osobistym schronieniem. W tych dniach pozwalam sobie głębiej zanurzyć się w rzeczy, które kocham w mojej wewnętrznej bogini domowej. Ogromną satysfakcję czerpię z doskonale przygotowanego posiłku rozkoszowanego na wspaniałym stole z niewiarygodną ozdobą kwiatów na targu. Podczas tygodnia pracy tego rodzaju skrupulatne przedsięwzięcie jest nierealne. Ale widząc stare potrzeby dnia powszedniego jako luksusowe weekendy, byłem w stanie przywrócić przyjemność z tych projektów.
5. Odzyskiwanie
Czy jestem całkowicie wyleczony z perfekcjonizmu? Absolutnie nie. Różnicą instrumentalną jest wybaczenie sobie, że nie jestem w stanie robić wszystkiego przez cały czas. Uzyskanie realistycznego spojrzenia na własne potrzeby i możliwości zniosło ciężar winy, który kiedyś mnie nękał. W rezultacie jestem szczęśliwszy, zdrowszy i bardziej funkcjonalny.




