Jak prawie wszyscy, mam długą i brutalną historię z odrzuceniem.
Wszystko zaczęło się w drugiej klasie, kiedy nie dostałem roli, której tak desperacko pragnąłem w szkole muzycznej w szkole podstawowej. Moje serce było nastawione na rolę kartonu z mlekiem czekoladowym. Ale zamiast tego spotkałem swoje przeznaczenie, nosząc białe kartonowe pudełko z napisem „2%”, a następnie spadłem z powrotem do drugiego rzędu, by tarzać się z rozczarowaniem.
Chciałbym powiedzieć, że od tego czasu sprawy potoczyły się lepiej. Jednak odrzucenie wciąż dotarło do mojego życia.
Nie zostałem przyjęty do jednej z moich najlepszych szkół wyższych. Okazja do odbycia praktyki zakończyła się niepowodzeniem. Pracodawca, z którym przeprowadziłem wywiad na stanowisko podstawowe, postanowił pójść z innym kandydatem.
Dzisiaj często żartuję, że moje życie zostaje odrzucone. Jestem niezależnym pisarzem i - na każdy imponujący wiersz, który widzisz - jest co najmniej osiem kolejnych publikacji, które dały mi standard: „dziękuję, ale nie dziękuję”.
Nie trzeba dodawać, że od czasów mojego kartonowego mleka odrzucenie stało się w moim życiu czymś standardowym.
Jasne, były tam też duże wygrane i osiągnięcia - i chciałbym powiedzieć, że na tych skupiam się najbardziej. Ale jestem tylko człowiekiem. Klapy i upadki potrafią się skleić z przodu mojego mózgu, podczas gdy sukcesy osiągają drogę do mrocznych zakamarków mojego umysłu - nigdy więcej.
Będę pierwszym, który przyzna, że odrzucenie naprawdę mnie sprowadziło, kiedy zaczynałem jako wolny strzelec. Każda otrzymana przeze mnie wiadomość e-mail zdołała wykopać poważne dziury w mojej pewności siebie i zalać przepełnione konewki na nasiona wątpliwości, które miały już dość mocne korzenie.
„Nie martw się!” Ludzie powiedzieliby mi, próbując zachęcać i wspierać: „To wszystko jest częścią tego procesu. Przyzwyczaisz się. Dostaniesz trochę oleju do piór, a odrzucenie cię nawet nie rozdzieli!
To dobre intencje (choć nie mogę powiedzieć, że szczególnie podoba mi się pomysł zostania ekspertem w zawieraniu się). Ale oto problem, który biorę z tego rodzaju przesłaniem: myślę, że to źle.
Zabierz to ode mnie - kogoś, kto był zbyt często pomijany, aby liczyć: Odrzucenie nigdy tak naprawdę nie jest łatwiejsze. Nadal zabierze wiatr z twoich żagli. Wciąż będziesz wpatrywał się bezładnie w ekran komputera, zastanawiając się, gdzie popełniłeś błąd. Sprawi, że będziesz się zastanawiać, dlaczego nawet próbujesz. I zawsze będzie, zawsze żądło.
Wesołe rzeczy, prawda? Ale oto coś, co jest nieco bardziej zachęcające:
Odrzucenie może nigdy nie być łatwiejsze, ale radzisz sobie z tym lepiej.
Tak, nadal będziesz chciał utopić swoje smutki w butelce (lub dwóch) winach, jeśli nie zdobędziesz tej promocji. Będziesz jednak wiedział, jak kontrolować emocje, odpowiednio reagować w biurze i oszczędzać sobie frustracji na później.
Nadal poczujesz się opróżniony, gdy nie dostaniesz żądanej pracy. Ale będziesz także wiedział, na tyle, aby wysłać kolejny e-mail (taki jak ten!), Poprosić o opinię i pozostawić otwarte drzwi na przyszłość.
Mnie? Kiedy nie zdobywam freelanckiego koncertu, którego tak naprawdę chcę, wciąż poświęcam kilka chwil na wypowiedzenie wybranych słów i powiedzenie mojemu psu, dlaczego kiedykolwiek zdecydowałem się kontynuować tę oczywiście bezowocną ścieżkę kariery. Ale potem? Dziękuję tej publikacji za ich rozważenie, odkurzę się i przejdę do następnej.
Chciałbym móc powiedzieć, że w końcu dotrzesz do tej mitycznej ziemi obiecanej, w której odrzucenie nie zaszkodzi i możesz kontynuować bez posiniaczonego ego lub zmniejszonego zaufania. Ale to nie jest jak infekcja - niestety nie zbudujesz na nią odporności z czasem. Każdy, kto mówi ci inaczej, ma złudzenia lub kłamie.
Odrzucenie zawsze szczypie, a ty jesteś bardziej niż usprawiedliwiony przyznaniem się do tego. Ale liczy się to, co robisz po okresie zniechęcenia i zniechęcenia. Weź to z drugiego pudełka po mleku: odrzucenie nigdy nie będzie ekscytującym doświadczeniem, którego aktywnie poszukujesz, ale może być świetną okazją do rozwoju.




