Jako osoba pracująca zdalnie komunikuję się głównie za pośrednictwem poczty elektronicznej.
A ponieważ e-maile (oczywiście) są w formie pisemnej, odczuwam dodatkową presję, aby uzyskać odpowiedni ton. To dlatego, że rozmowy mogą odbywać się osobiście, na przykład w pokoju dziennym lub spotkaniu przy zamkniętych drzwiach, na żywo w mojej skrzynce odbiorczej. A jeśli przekroczę linię, nie mogę po prostu podejść do czyjegoś biurka i go wyczyścić. Tak więc, niezależnie od tego, czy udzielam krytycznych informacji zwrotnych, czy też używam humoru, aby okazywać ciepło lub gratulować, staram się, aby wszystko szło po mojej myśli.
Robię to, zadając następujące pytania:
1. Do kogo wysyłam e-mailem?
Jedną z najważniejszych rzeczy do rozważenia jest osoba, do której piszesz. Na przykład rozmawiasz inaczej ze swoim najlepszym przyjacielem niż z szefem - nawet jeśli opowiadasz tę samą historię. Podobnie żart, który będzie hitem w biurze BFF, może zostać źle zinterpretowany przez tego nowego klienta, którego nie znasz dobrze.
Nie oznacza to, że musisz całkowicie unikać humoru, chyba że znasz odbiorcę od lat. Chociaż może to być ryzykowne, jeśli przeprowadzisz badania, może się to opłacić.
Na przykład felietonistka Muse, Abby Wolfe, napisała o tym, jak włączenie GIF-a do listu motywacyjnego pomogło jej zatrudnić się w Muse. Jak wyjaśniła: „Jednym z zadań, które Muse znalazła na stażu redakcyjnym, było:„ Trolling interwebs dla najlepszych filmów, infografik, opowiadań i memów, którymi możemy się podzielić z naszymi odbiorcami ”.
Zarówno zadanie - jak i sposób jego wyjaśnienia - sugerowały, że beztroskie podejście do Internetu będzie dobrze przyjęte.
2. Czy ta osoba wyśle mi podobną wiadomość?
Odpowiedź powinna brzmieć „tak”.
3. Czy to przekracza linię?
Przerażające, ale prawdziwe: popełnienie błędu może kosztować cię pracę.
Jasne, opowiadanie złego dowcipu nie zawsze prowadzi do najbardziej ekstremalnych konsekwencji. Możliwe, że piszesz coś, co nie jest śmieszne - a wszystko, co się dzieje, to druga osoba przewraca oczami i czuje się nieco niezręcznie.
Jeśli jednak powiesz coś niestosownego - nawet jeśli starasz się być zabawny - może Cię to zwolnić. Ważne jest, aby zrozumieć to w nieokreślony sposób. W „żartach”, które wyśmiewają lub poniżają płeć innej osoby, rasę, religię, pochodzenie etniczne, pochodzenie lub obywatelstwo, nie ma miejsca w biurze (ani nigdzie indziej w tej sprawie).
Nie ma znaczenia, czy uważasz, że zamierzony odbiorca się śmiał. Jak wiadomo, prywatne wiadomości mogą być przekazywane. Wyobraź sobie, że jest wydrukowany na biurku Twojego menedżera (lub HR). Wyobraź sobie, że trafia do niewłaściwej osoby - lub nawet do osoby, którą chciałeś, ale głęboko ją obraża.
4. Czy mój szef byłby rozczarowany we mnie, gdyby odkrył ten e-mail?
Odpowiedź powinna brzmieć jasno: nie.
5. Czy ta osoba wysyła dowcipy przez e-mail?
W przeciwieństwie do ostatniego pytania odpowiedź na to pytanie powinna brzmieć „tak”.
6. Czy zastanawiam się nad poważnym tematem?
Udzielanie opinii na piśmie nie jest łatwe. Napisałem pięć razy krytyczne wiadomości, aby upewnić się, że jestem krystalicznie czysty, ale nie jestem surowy. Dlatego humor może być kuszący, ponieważ może zarówno rozbroić, jak i rozjaśnić trudne tematy w rozmowach twarzą w twarz.
Jednak rzadko tłumaczy to dobrze, ponieważ druga osoba nie słyszy tonu głosu ani języka ciała. Rezultat końcowy jest często podobny do wymyślenia kogoś, kto akurat znajduje się w takiej samej sytuacji jak twój przyjaciel, abyś mógł udzielić mu niezamówionej porady. Nadal są krytykowane - i czują się też trochę wyśmiewani.
Zatem najlepszym rozwiązaniem jest powstrzymanie żartów przed trudnymi rozmowami, aby ludzie wiedzieli, że traktujesz je poważnie.
Częścią budowania silnych relacji z kolegami jest ciągłe omawianie czegoś więcej niż pracy (i poważnym tonem). Więc nie pozwól, aby te pytania odstraszyły cię od żartów, wysyłania wysokiej jakości GIF-ów lub pisania śmiesznych urodzinowych wiadomości. Raczej pozwól im pokierować twoim humorem we właściwym kierunku - aby zarówno ty, jak i odbiorca mogliście odejść czując się dobrze - a nie wchodzić do biura HR.




