„Moja mama powiedziała mi, że jedyny raz, kiedy mogła jeździć, była na plaży, Hua Hin, gdzie były te górskie kucyki z farm, a ty możesz galopować wzdłuż plaży”, wyjaśniła Nina Ligon, 20 lat i pierwsza kobieta jeździecka reprezentująca kraj azjatycki na igrzyskach olimpijskich w sporcie jeździeckim. „To było naprawdę miłe, ponieważ w tamtym czasie było bardzo cicho i lokalnie. Nie było dużo turystyki, więc mogliśmy zabrać całą rodzinę i galopować. Pod koniec jazdy chodziliśmy na plażę po świeże kokosy. Moja mama, moja siostra i ja naprawdę kochaliśmy konie. ”
Dla Niny jazda konna była częścią jej dzieciństwa i czynnością, którą wspierała cała jej rodzina. Była to działalność rodzinna, której korzenie sięgają Tajlandii, a jej życie trwało w Wirginii. W wieku pięciu lat rozpoczęła naukę jazdy konnej, a jej rodzina zainwestowała we własną farmę pod Richmond w stanie Wirginia, w końcu hodując pięć koni. Gdy zaczęła jeździć, Nina wiedziała, że chce iść na olimpiadę - ale nie miała pojęcia, co to zajmie.
Aby Nina spełniła swoje olimpijskie marzenia, ona i jej rodzina musieli podjąć decyzje bardzo wcześnie. W 2007 r., Kiedy Nina miała zaledwie piętnaście lat, rozpoczął się proces selekcji na 2012 r., Głównie z powodu tajlandzkiego budżetu olimpijskiego, który umożliwia wysyłanie tylko sportowców, którzy będą rywalizować na Igrzyskach. Tak więc pierwszym wyzwaniem Niny w kwalifikacjach olimpijskich było zdobycie złota na Igrzyskach Azji Południowo-Wschodniej. Zdobyła zarówno złote medale indywidualne, jak i zespołowe na tych Igrzyskach, co czyni ją pierwszą azjatycką kobietą, która kiedykolwiek zdobyła medal w międzynarodowych zawodach Eventing, a później zdobyła srebro w imprezie drużynowej na Igrzyskach Azjatyckich.
Jednak dwa medale wciąż nie były gwarancją miejsca olimpijskiego. Aby uzyskać kwalifikacje, Nina musiała również udowodnić, że może brać udział w zawodach jeździeckich na poziomie olimpijskim, zdobywając punkty w rankingach w Federacji Equestre Internationale, biorąc udział w zaplanowanych olimpijskich kwalifikacjach. Po tych wydarzeniach musiała zostać uplasowana w pierwszej dwudziestce indywidualnie, aby mogła iść do przodu. Tak więc, z pomocą tajlandzkiej rady olimpijskiej, tajskiej federacji jeździeckiej, jej rodzeństwa i jej rodziców, Nina rozpoczęła podróż do zawodów i to, co Nina określiła jako „ściganie punktów” na całym świecie.

Po igrzyskach olimpijskich w Pekinie Nina i jej rodzina zdały sobie sprawę, że zawody w Londynie będą znacznie większe, a Londyn będzie kolebką sportu jeździeckiego. W 2011 r. Nina, jej cztery konie i jej rodzina pojechały z Londynu do Czech i z Kalifornii z powrotem do Wirginii (konie zostały zabrane samolotami towarowymi). Tuż przed organizacją kwalifikacji nieplanowane igrzyska olimpijskie zostały zaplanowane w Europie po silnej petycji Włoch, Portugalii i Rosji, aby zakwalifikować ich sportowców. Przez cały rok ciężko biegając z końmi, Nina nie chciała, by znów podróżowały przez Atlantyk. Na szczęście w ostatniej chwili w USA odbyło się finałowe spotkanie kwalifikacyjne, które uratuje Ninę przed podróżą po Europie. Nina opisała: „Przez cały konkurs myślałam:„ Muszę to wygrać, bo inaczej moje konie znów będą latać po świecie ”. Nigdy nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak trudne to będzie, i nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to będzie tyle podróży. Od samego początku przygotowywałem się do rywalizacji. To naprawdę pomogło mi nauczyć się grać pod presją ”.
„A ty wygrałeś?” Zapytałem ją.
Odpowiedziała skinieniem głowy, a następnie dodała: „Cała rodzina przygotowuje się na to. Moja mama i ja byliśmy zespołem przez całą drogę. Nazywamy ją CEO Team Thailand. Organizuje nas wszystkich i zbiera wszystkie loty razem. Nisha była medialną osobą w USA. Mój brat i tata pomogli w analizie punktów, badając i próbując dowiedzieć się, jak działa system. Zasady są tak niejasne, że trudno nam nie być oficjalną federacją. Mój tata odciążył mnie i moją mamę, abyśmy mogli skupić się na koniach. ”

Następnie długo rozmawialiśmy o każdym z koni Niny, ich osobowościach, ich upodobaniach i troskach oraz sztuczkach, aby były szczęśliwe i występowały. Koń, który Nina ostatecznie zabrała do Londynu, Butts Leon, był doświadczonym koniem pokazowym, który rywalizował na olimpiadzie w Pekinie z doświadczonym Andresiem Dibowskim. Nina powiedziała: „Na początku bardzo starałam się uzyskać od niego dobry kontakt. Jego poprzedni jeździec był zupełnie inny ode mnie, więc wchodząc w kwiecień, naprawdę nie sądziłem, że to zadziała. Tak długo zajęło nam zbudowanie zaufania. Nie miałem z nim najbardziej spójnego zapisu. W jakiś sposób - to było niesamowite - wszystko zaczęło się łączyć. Kilka dodatkowych konkursów naprawdę wzmocniło nasze partnerstwo. Im więcej błędów popełniliśmy razem, tym silniejsi się staliśmy. Zaczął mnie rozumieć i pomagać; stał się bardziej wyrozumiały. Trochę się martwiłem, że im więcej błędów, tym gorsze będzie nasze partnerstwo. Za każdym razem, gdy popełniłem z nim błąd, uczyłem się, jeździłem lepiej, a on ufał mi, że będę ciężko pracował, by wrócić. Byłem bardzo szczęśliwy, kiedy przekroczyłem z nim linię mety tutaj, w Londynie. To było najbardziej, któremu kiedykolwiek ufaliśmy sobie nawzajem. To był nasz najlepszy występ. ”
Zapytałem Ninę, jak wygląda rywalizacja na olimpiadzie, jako najmłodsza zawodniczka jeździecka i pierwsza reprezentantka olimpijska kraju azjatyckiego w sporcie. Odpowiedziała: „Ciekawie jest zobaczyć, jak zmieniły się moje cele. Wchodząc w to, postawiłem sobie bramkę na boisku. Chciałem znaleźć się w pierwszej 25 w skokach przez skoki. BBC było transmitowane w stodole, dzięki czemu mogłem zobaczyć wszystkie rzeczy, które miały miejsce podczas Cross Country Event. Wszędzie po prostu spadały, bo trawa była trochę mokra. 20% pola spadło, a to było zupełnie bezprecedensowe. Nagle moje priorytety się zmieniły: zdecydowałem, że moim celem była runda przełajowa bez kar za skoki. Chciałem naprawdę bezpiecznej rundy i nie martwiłem się o czas… To sport, w którym nie możesz jeździć konno, o którym myślisz, że będziesz miał, ale musisz jechać w tej chwili i móc zmieniać plany. Kontynuując kurs, starałem się jechać zbyt szybko, a za pierwszym zakrętem mój koń trochę się wysunął. Zdecydowałem, że potem wybieramy bezpieczną rundę. W końcu miałem piękną rundę, kilka kar czasowych, ale byłem bardzo zadowolony z tego, jak poszło … W sporcie eventowym doświadczenie jest najlepszą rzeczą, jaką możesz tam mieć. Dlatego wielu jeźdźców ma 30 lub 40 lat. Musiałem obniżyć swoje oczekiwania, wiedząc, że jestem taki młody. To było naprawdę doświadczenie edukacyjne ”.

Nina pokazała mi kilka zdjęć swoich koni, które trzymała w telefonie. Skończyliśmy cappuccino i rozmawialiśmy o jej bliskiej, ekscytującej przeprowadzce do Kalifornii. Gratulacje, Nina, z okazji pierwszej Olimpiady i nowej podróży w Stanford!





