Przez lata moje poranki dnia roboczego zaczynały się dokładnie tak samo. Usiadłem przy biurku, rzuciłem okiem na skrzynkę odbiorczą, aby dowiedzieć się, ile różnych zadań i luźnych zadań udało się w tajemniczy sposób znaleźć tam przez noc, a następnie sporządzić listę rzeczy do zrobienia na ten dzień.
Na tym kawałku papieru zapisałbym absolutnie wszystko . Poszczególne e-maile, na które trzeba było odpowiedzieć, drobne uzupełnienia, które trzeba było załatwić, telefony, które powinienem wykonać - wszystkie uzyskały linię na mojej stronie notesu.
Jak jestem pewien, możesz to sobie wyobrazić, dzięki czemu powstała niezwykle szczegółowa - aczkolwiek niewiarygodnie długa - lista. Moim zdaniem, to była dobra rzecz. Oznaczało to, że miałem przydatny przewodnik, który pomógłby mi upewnić się, że nie pozwolę, by cokolwiek (bez względu na to, jak małe) prześlizgnęło się przez szczeliny mojego dnia. Wydawało się, że to jedyny sposób, w jaki mógłbym systematycznie funkcjonować.
Pewnego dnia miałem moment dużej żarówki. Tam siedziałem, spędzając zdecydowanie zbyt długo na spisywaniu tej niekończącej się listy rzeczy do zrobienia. Wykorzystałem cenny czas, który mogłem spędzić, zajmując się niektórymi z tych luźnych celów i drobnych zadań - i po co? Aby skończyć z tą zbyt szczegółową płytą, która wydawała się pozytywnie przytłaczająca i prawie niemożliwa do rozwiązania? Dlaczego zawracałem sobie głowę zapisaniem tych wszystkich rzeczy, skoro mogłem po prostu natychmiast je obsłużyć i całkowicie zabrać ze sobą?
Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę zmienić poranną rutynę. To, co myślałem, że mi pomaga, najwyraźniej tylko mnie spowalniało.
Co więc zrobiłem? Zacząłem rano bez listy rzeczy do zrobienia.
Zgadza się - w ogóle nie ma listy rzeczy do zrobienia. Jako pierwszy przyznam, że na początku wydawało mi się to dziwne - prawie tak, jakbym jechał na dużą podróż bez mapy lub GPS. Ale nie zajęło mi dużo czasu, aby zrozumieć korzyści.
Nie czyniąc tego częścią mojej porannej rutyny od samego początku, jestem w stanie skorzystać z tej godziny (którą często nazywam „czasem rozgrzewki”, ponieważ jeszcze nie strzelam do wszystkich cylindrów ), aby faktycznie zająć się niektórymi z tych drobnych, irytujących zadań - zamiast je zapisywać. Wyczyszczę moje e-maile, oddzwonię i sprawdzę rzeczy wymagające dalszych działań.
Jak jestem pewien, możesz sobie wyobrazić, co sprawia, że moje poranki są wykładniczo bardziej produktywne - często jestem zszokowany tym, jak bardzo jestem w stanie zakończyć, zanim nadejdzie godzina 10 rano. Jednak zaskoczyła mnie jeszcze jedna korzyść: jakość moich list rzeczy do zrobienia.
Kiedy udaje mi się usunąć wszystkie te drobne szczegóły, stają się one znacznie krótsze i znacznie bardziej skoncentrowane. Więc zamiast czuć się tak pochłoniętym tymi małymi zadaniami i przypadkowymi ciekawostkami, jestem w stanie zająć się większymi obrazami, które naprawdę chcę robić przez cały dzień. Piszę więcej artykułów, realizuję większe projekty i po prostu czuję się mniej zawstydzona pod koniec mojego dnia pracy.
Tak, są zdecydowanie dni, kiedy ciężko mi zacząć bez tej listy - nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo polegałem na tym harmonogramie, aby skupić się na tym dniu. Ale to bezcelowe uczucie nie jest tak paraliżujące jak na początku. A teraz, gdy widziałem tak pozytywną różnicę w mojej produktywności, opieranie się chęci stworzenia tej listy stało się o wiele łatwiejsze.
Wiem, że wydaje się to sprzeczne z intuicją - powinieneś unikać takiego, aby zwiększyć produktywność. Ale do tej pory szczerze to dla mnie działało. A nawet lepiej? Oszczędzam sobie skurczu ręki, pomijając te ręcznie napisane listy rzeczy do zrobienia.
Jeśli jesteś tym samym typem osoby, która zaczyna na co dzień od stworzenia zbyt szczegółowego rekordu, polecam wypróbowanie tej metody. Chciałbym usłyszeć, jak to dla ciebie działa, więc daj mi znać na Twitterze!




