Jest powód, dla którego wiele osób czepia się, gdy mówi o „sieci”.
Na ogół przywołuje obraz nieznajomych stojących w pobliżu, popijających ciepłe chardonnay i niezręcznie wymieniających wizytówki na coś, co wydaje się godzinami. I jak zapewne wiesz zbyt dobrze, ten zakurzony, oldschoolowy networking rzadko skutkuje znaczącymi połączeniami - po prostu tanim kacem wina.
Dlaczego więc kontynuujemy? Ponieważ nigdy nie wiesz, kogo spotkasz. I nie, nie mam na myśli, że możesz spotkać lidera w swojej wymarzonej firmie, który akurat zatrudnia. Chodzi mi raczej o to, że możesz spotkać kogoś, z kim naprawdę klikasz, kogoś, kto zostaje prawdziwym przyjacielem. Z biegiem matematyki, im więcej masz prawdziwych przyjaciół, tym więcej ludzi będziesz mieć w swoim kącie.
Nie, nie martw się, to nie jest artykuł pełen tandetnych cytatów. To artykuł o tym, jak zły mikser do wina doprowadził do niesamowitej kariery.
Kiedy byłem młodym reporterem, grupa dziennikarzy spotykała się, by stworzyć coś, co nazywa się Press Club. Kobieta o imieniu Laurel Touby, która zawsze miała na sobie różowy boa, stworzyła tę społeczność dla freelancerów, pisarzy, redaktorów i reporterów, którzy mogli spędzać wolny czas i wypić koktajl. Podobnie jak wiele wydarzeń związanych z „nawiązywaniem kontaktów”, zabrzmiało to obiecująco, ale rzadko prowadziło do czegoś wartościowego.
Ale, jak się okazało, Laurel i ja mieszkaliśmy blisko siebie i zaprzyjaźniliśmy się - wpadając na siebie na siłowni lub w kawiarni.
Któregoś dnia ponad lukrowanymi latte zasugerowałem, żeby założyła Press Club online. Prowadziłem niezależną stronę internetową jako boczny zgiełk i zaoferowałem jej pomoc. To nie było mnóstwo pracy - kilka spotkań, kilka e-maili po godzinach. Byłem naprawdę szczęśliwy, mogąc pomóc.
Wkrótce małe spotkania Press Club przeszły do sieci, stały się Mediabistro i ostatecznie zostały sprzedane dużej firmie za fortunę. Byłem podekscytowany, że byłem tam na początku jej kariery i odegrałem niewielką rolę w rozpoczęciu jej ogromnego biznesu.
Przewiń do dwóch lat później, kiedy czasopisma Hearst chciały wydać nowy magazyn dla nastolatków - CosmoGIRL! Laurel usłyszała o otwarciu, pomyślała, że będzie dla mnie idealnie pasowała i zaproponowała wprowadzenie. Krótko mówiąc, dostałem pracę. To była niesamowita okazja do ukształtowania nowego magazynu. I tam właśnie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jak ważne może być rozmawianie z młodymi kobietami o złożonych emocjach związanych z dorastaniem do tego, kim chcesz być. (Realizacja, która odtąd pomogła mi w wyborze kariery).
Tak właśnie powinna działać sieć. Nie dostałem rekomendacji do tej pracy z powodu szybkiego połączenia, które nawiązałem przez rozwodnione napoje na jakimś wydarzeniu branżowym. Ta transakcja nastąpiła, ponieważ nawiązaliśmy prawdziwy związek i zaufaliśmy sobie nawzajem, dzięki czemu nie trzeba się zastanawiać, gdy pojawi się szansa.
Kiedy pierwszy raz się poznaliśmy, mogliśmy się zmierzyć i ustalić, że żadne z nas nie ma obecnie nic do zaoferowania drugiej osobie. Wymienilibyśmy wizytówki, powiedzieli zwykli „Hellos”, kiedy wpadliśmy na siebie w przyszłości, i to by było na tyle. Zamiast tego widzieliśmy coś w drugiej osobie - nie, nie prowadzi do pracy - potencjał do przyjaźni w oparciu o to, jak bardzo naprawdę cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
Kiedy zapomnisz o uzyskaniu połączenia lub potencjalnej szansy od kogoś i zamiast tego sprzymierzysz się z ludźmi, którzy myślą, że robisz zabawne, interesujące, dynamiczne rzeczy, nagle stres sieciowy znika. Wydarzenia nie są już trzygodzinnymi szansami na spotkanie z osobą, która zmieni twoje życie, ale raczej sposobem na sprawdzenie, z kim chciałbyś dostać drinki w przyszłości. Ponieważ nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzą cię następne drinki, a jeśli lata później, będziesz mógł sobie nawzajem pomagać w sposób, którego nie możesz sobie nawet teraz wyobrazić.
Ann Shoket jest autorką nowej książki, The Big Life: Embrace the Mess, Work Your Side Hustle, Znajdź monumentalny związek i Zostań Badass Babe, którą chciałeś być. Poinformuj ją, w jaki sposób ogarniasz wielkie życie na Twitterze.





