Skip to main content

Co powinieneś wiedzieć o dużych zbiorach danych i rodzicielstwie: dobre, złe i brzydkie

CarbLoaded: A Culture Dying to Eat (International Subtitles) (Czerwiec 2026)

CarbLoaded: A Culture Dying to Eat (International Subtitles) (Czerwiec 2026)
Anonim

Nie można zignorować ciągłej obsesji kulturowej na punkcie dużych zbiorów danych. W ciągu ostatnich kilku lat duże zbiory danych stały się najczęściej omawianą technologią w świecie korporacyjnym, a dopiero niedawno zastąpiono je „internetem rzeczy”, zgodnie z cyklem nowych technologii Gartnera z 2014 roku.

Big data to wysiłek wykorzystania ogromnej ilości danych, które współczesna technologia pozwala nam gromadzić, aby podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące wszystkiego, cóż, wszystkiego. Firmy nastawione na zysk, organizacje non-profit, stanowe, lokalne i federalne agencje rządowe, podmioty świadczące opiekę zdrowotną i wiele innych mogą korzystać z programów big data do wydobywania gromadzonych danych i uzyskiwania informacji na temat osób, którym służą, wydajności pracowników i procesów wewnętrznych i finanse - zasadniczo każde działanie, które kończy się jako fragment danych w bazie danych.

Nic dziwnego, że opinia publiczna zaczyna zwracać uwagę na związek między dużymi zbiorami danych a rodzicielstwem. Rodzice zawsze szukają lepszych sposobów na zapewnienie swoim dzieciom bezpieczeństwa, zdrowia i szczęścia, a ci z dochodami gotowymi są na to płacić bez końca. Z marketingowego punktu widzenia rodzice są dochodową grupą, do której można dotrzeć.

Stawia to jednak rodziców w interesującej sytuacji. Z jednej strony, duże zbiory danych mogłyby pomóc nam uzyskać więcej informacji - moglibyśmy dowiedzieć się więcej o zdrowiu naszych dzieci jako dzieci, ich osiągnięciach akademickich jako dzieci oraz ich miejscu pobytu i nieautoryzowanych zakupach jako nastolatki. Z drugiej strony, duże zbiory danych pozwalają marketerom wykorzystywać nasze dane osobowe, aby przekonać nas do kupowania rzeczy (nawet bardziej niż obecnie). Dlatego bardzo ważne jest, aby wszyscy rodzice dokładnie rozumieli, jak ich rodzina wpasowuje się w rewolucję dużych zbiorów danych.

Na szczęście wielu błyskotliwych ludzi myśli i pisze o tym teraz. Przeszukałem internet, próbując podsumować różne perspektywy dotyczące dużych zbiorów danych i rodzicielstwa oraz tego, w jaki sposób mogłoby to potencjalnie zaszkodzić lub pomóc nam i naszym dzieciom. Oto co znalazłem.

Dobry

Szpitale i rodzice zaczynają rejestrować dane o dzieciach w wieku przed urodzeniem, a rodzice wiedzą, że pierwsze kilka miesięcy życia z dzieckiem zazwyczaj wiąże się z gromadzeniem wielu danych: częstotliwości i długości snu, częstotliwości i ilości karmienia, częstotliwości zmian pieluszek i wkrótce. Wszystkie te dane są gromadzone podczas szalonej próby zidentyfikowania wzorców i zapewnienia sobie, że dziecko jest normalne, zdrowe i ostatecznie pozwoli ci spać przez ponad 45 minut.

Opracowano wiele aplikacji, aby ułatwić ten proces, od najbardziej podstawowej aplikacji iPhone do rejestrowania danych (takiej jak iBreastfeed firmy Medela) po nadchodzący Sproutling, „FitBit dla niemowląt”, który mierzy parametry życiowe i zapewnia prognozy na podstawie wzorców, o tym, kiedy dziecko się obudzi i w jakim nastroju się obudzi. Inne aplikacje, takie jak Evoz, przechodzą na wyższy poziom: automatyzacja gromadzenia danych poprzez okresowe przechwytywanie ich przez Wi-Fi i, gdy baza użytkowników stanie się wystarczająco duża, dzięki czemu rodzice mogą zobaczyć, jak zachowania ich dzieci porównują się do zachowań innych dzieci w jego wieku.

Gdy dzieci wyrastają z kołysek, duże zbiory danych podążają za nimi do klasy, pozwalając nauczycielom mierzyć wyniki uczniów w dłuższych okresach czasu, oceniać przedmioty, które naprawdę opanowali, i oceniać długoterminową skuteczność nauczycieli. Aplikacje Big Data mogą ostatecznie pozwolić administratorom na optymalizację par uczniów i nauczycieli, przewidywanie braków umiejętności i odpowiednią reorganizację, a także ogólnie poprawę zdolności nauczycieli do wskazywania nie tylko kiedy uczniowie mają problemy, ale także dlaczego i jak.

Z punktu widzenia zdrowia i edukacji duże zbiory danych mogą oznaczać wielkie rzeczy dla rodziców i nauczycieli, którzy chcą sprawić, by nasze dzieci były zdrowe i dobrze przygotowane do dorosłego życia.

Złe

Oczywiście ten ogromny wysiłek w celu zebrania informacji o naszych dzieciach powinien podnieść wielką czerwoną flagę dla rodziców, ponieważ wszyscy zgadzamy się, że nasze dzieci nie są punktami danych. To ludzie - wrażliwi! - a my chcemy ich chronić.

W swoim artykule „Big Brother: Meet the Parents” Stephanie Simon z POLITICO kronika sprzeciwu wobec gromadzenia danych uczniów. Komentarze emerytowanego nauczyciela matematyki stanowią dobre podsumowanie obaw rodziców: „Nie wiemy, co śledzą, i nie wiemy, jakie będą implikacje dla tych dzieci w przyszłości. próbujemy dostać się na studia - jesteśmy na nieznanym terytorium i po prostu nie wiemy, jaki będzie to miało konsekwencje dla dzieci. ”Chociaż istnieją przepisy takie jak Federalna ustawa o prawach edukacyjnych i prywatności (FERPA) w celu ochrony tożsamości studentów i dane osobowe, jasne jest, że nauczyciele i decydenci powinni lepiej komunikować się z rodzicami na temat tego, w jaki sposób gromadzą dane, co z nimi robią i jakie korzyści przyniesie to ich dzieciom.

Ale potencjalnie szkodliwe konsekwencje dużych zbiorów danych wykraczają poza obawy dotyczące prywatności. Wielu ekspertów zauważyło, że „aplikacje rodzicielskie oparte na danych” żerują i potencjalnie zwiększają lęki rodzicielskie, czyniąc nas bardziej niespokojnymi i zestresowanymi, a nie bardziej poinformowanymi i pewnymi siebie. Aplikacje te mogą gromadzić dane, ale, jak wie każdy użytkownik smartfona, urządzenia psują się, zawodzą, przedstawiają błędy i, o ile nie wiemy, co zrobić z tymi danymi, mogą zapewnić stosunkowo niewielką wartość. W zeszłym roku na blogu pediatra Claire McCarthy przyznaje, że obawia się, że „najnowsze gadżety sprawią, że rodzice będą jeszcze bardziej zaniepokojeni - i sprawią, że poczują się, jakby musieli wpatrywać się w swoje gadżety przez cały czas, jakby musieli wiedzieć wszystko, co co sekundę dzieje się ze swoimi dziećmi, aby być dobrymi rodzicami. To nie jest pomocne - i może doprowadzić rodziców do pewnych naprawdę niezdrowych nawyków w miarę dorastania ich dzieci. ”

Brzydki

Troska McCarthy'ego wskazuje na większy problem, będący w centrum zainteresowania wielu rodziców i lekarzy związanych z dużymi zbiorami danych i rodzicielstwem: element ludzki - intuicja rodzica, złożone, nie dające się opisać mentalne połączenie między rodzicem a dzieckiem - ma zasadnicze znaczenie element wiedzy, zrozumienia i opieki nad dzieckiem (w każdym wieku).

Kiedy prawdziwy człowiek stojący za danymi jest ignorowany, wszystko staje się brzydkie - szybko. I chociaż sam jestem marketerem, muszę przyznać, że marketerzy i reklamodawcy są największymi sprawcami źle wykonanych i niewrażliwych aplikacji dużych zbiorów danych do rodzicielstwa.

Pisałem już o moich frustracjach, które były sprzedawane jako oczekująca i nowa matka wcześniej, ale moje drobne skargi bledną w porównaniu z kwietniową Salazar, współautorką bloga Motherlode w The New York Times . Salazar zakończyła ciążę po pięciu miesiącach, ponieważ jej syn miał śmiertelną wadę wrodzoną. Następnie, na kilka tygodni przed terminem, w którym miała się urodzić, otrzymała próbkę mieszanki dla niemowląt Enfamil z wydrukowaną kartką pocztową: „Już prawie jesteś!” Okrutne, rozdzierające serce przypomnienie jej trudnej decyzji.

Pamiętam, jak otrzymywałem próbki i „gratulacje” od takich firm produkujących mieszanki dla niemowląt. Jak zauważa Nathalia Holt w swoim obowiązkowym artykule dla The Atlantic , „Bump Tracker: Nine Months of Big Data”, marki skierowane do kobiet w ciąży i nowych rodziców kopią posty w mediach społecznościowych kobiet, zapisy do newslettera, subskrypcje czasopism - wszystko może - aby dowiedzieć się, czy są w ciąży, kiedy są w ciąży i jakiego rodzica zostaną. Marki wykorzystują te informacje do wysyłania kuponów matek i zachęcania ich do rozwijania lojalności wobec swoich produktów. Jak zauważa Holt w swoim artykule: „Dane matki oczekującej są piętnastokrotnie wyższe niż dane przeciętnej osoby. Kupcy wiedzą, że nowe dziecko oznacza, że ​​wkrótce zostaną dokonane poważne zakupy, a lojalność wobec marki, często nabyta przed przybyciem dziecka, może przynieść lata niezawodnych zakupów ”.

Tak więc korzystanie z dużych zbiorów danych w celu znalezienia odpowiednich nabywców, szczególnie gdy ci rodzice są rodzicami, to strategia o dobrym ROI. Ale nie bierze pod uwagę poronień, powikłań ciąży i osobistych wyborów - elementów rzeczywistego życia, które nie są wskaźnikami ani punktami danych. I ten niewielki nadzór ujawnia duży problem z dużymi zbiorami danych.

Na pewno nie jestem przeciwny gromadzeniu danych. Jeśli duże zbiory danych mogą pomóc mi być lepszym rodzicem, zapewnić mojemu synowi bezpieczeństwo i zdrowie oraz podejmować najlepsze decyzje dla mojej rodziny, jestem za to wszystko. Ale mój poziom komfortu wynika bezpośrednio z mojej demografii: jestem wykształcony. Mam ogólne zrozumienie dużych zbiorów danych. Jestem marketerem, który rozumie, w jaki sposób firmy docierają do konsumentów. Wiem, jak chronić swoją tożsamość, przynajmniej w pewnym stopniu, w Internecie. Podsumowując: rodzice muszą się uczyć, w jaki sposób gromadzone dane o sobie i swoich dzieciach mogą i będą wykorzystywane, pociągać do odpowiedzialności marki i ustawodawców oraz wymagać przejrzystej komunikacji i odpowiedniej ochrony danych.

We wpisie gościnnym dla VentureBeat Lynette Owens, założycielka programu Trend Micro Internet Safety for Kids and Families, pisze: „Moje życzenie? Że rodzice pozostają ostatecznymi arbitrami wszystkich gromadzonych danych w dowolnej formie i w jakikolwiek sposób dla naszych dzieci. Im bardziej jesteśmy poinformowani o tym, co jest śledzone i dlaczego, tym lepiej możemy dokonać najlepszych wyborów, aby zapewnić naszym dzieciom bezpieczeństwo w świecie, w którym duże zbiory danych wydają się duże. ”

Dokładnie moje myśli.