Skip to main content

Czego się nauczyłem, gdy przestałem sprawdzać pocztę - muza

New experiments in self-teaching | Sugata Mitra (Czerwiec 2026)

New experiments in self-teaching | Sugata Mitra (Czerwiec 2026)
Anonim

Przez cały tydzień przestałem sprawdzać moje pięć (tak, powiedziałem pięć ) kont e-mail między godziną 18:00 a 8:00. I żyłem, aby nie tylko opowiadać tę historię, ale także czegoś się z niej nauczyć.

Zacznę od tego, że powiedziałem - czułem się absurdalnie nawet przy tym eksperymencie. Czemu? W wielkim schemacie rzeczy 14 godzin dziennie wydaje się wcale nie mieć czasu. Fakt, że udało mi się oderwać od moich rachunków przez tak długi czas, wydawał się zupełnie nie imponujący. Ale, szczerze mówiąc, wciąż mnie to wynagradzało, jak Tom Hanks w Castaway .

Jeśli weźmiesz pod uwagę fakt, że Amerykanie spędzają około 6, 3 godziny dziennie na sprawdzaniu wiadomości e-mail, oczywiste jest, że wszyscy mamy obsesję na punkcie naszych skrzynek odbiorczych. Nie w dobry sposób, ale raczej co pięć sekund. Przewijamy się, gdy jesteśmy poza domem, aby zjeść z przyjaciółmi. Czytamy, gdy jesteśmy w kolejce w aptece. Hej, nawet 42% z nas sprawdza nasze wiadomości, kiedy jesteśmy w łazience. Szczerze mówiąc, gdyby 1997 mógł nas teraz zobaczyć.

Cóż, postanowiłem postawić stopę i powiedzieć: „Nigdy więcej!” OK, cóż, może już nie więcej - w końcu potrzebuję e-maila, żeby zarobić na życie. Chciałem jednak zobaczyć, co by się stało, gdybym choć trochę ograniczył kompulsywne przewijanie Gmaila.

Oto pięć lekcji, których nauczyło mnie moje ograniczone użycie. Odłóż telefon i dołącz do mnie w podróży.

1. Email to nawyk

Ponieważ spędzam większość dnia roboczego - czas, w którym pozwoliłem sobie na sprawdzenie - przed komputerem, doszedłem do wniosku, że mój laptop nie będzie moim upadkiem w tym eksperymencie. Zamiast tego wiedziałem, że mój nieznośny iPhone będzie winowajcą wabiąc mnie do mojej zabronionej skrzynki odbiorczej.

Tak więc, zanim podjąłem wyzwanie, poświęciłem czas na fizyczne usunięcie wszystkich moich kont z telefonu, aby proaktywnie wyeliminować wszelkie pokusy. Tak, wymagało to trochę dodatkowej pracy nóg, ale hej, jestem oddany mojemu rzemiosłu.

Ale nawet po tym, jak to zrobiłem, poważnie nie mogę powiedzieć, ile razy bezmyślnie sięgałem po telefon i sprawdziłem, czy mam jakieś nowe wiadomości. To było tak podświadome i naturalne, jak oddychanie lub mruganie. W jakich przypadkach najczęściej to robię? Właśnie wtedy, gdy obudziłem się rano i kiedy wieczorem odpoczywałem na kanapie.

Po kilku dniach mój kompulsywny chwyt telefonu nieco zwolnił (choć w trosce o uczciwe dziennikarstwo nigdy się nie zatrzymał ). Ale ten eksperyment uświadomił mi, jak często chwytam go, nawet nie świadomie o tym myśląc.

2. Nic nie jest tak pilne

Jedną z moich największych obaw przed oddzieleniem się od e-maila na dłuższy czas (czy mogę powiedzieć, że 14 godzin jest przedłużony ?) Było to, że przegapię coś niewiarygodnie pilnego. Nie jestem pewien, co tak myślałem - nie jestem prezydentem ani chirurgiem urazowym. Myślę jednak, że wszyscy możemy odnieść się do wrodzonej presji związanej z przekazywaniem wiadomości i natychmiastowym reagowaniem.

Kiedy jednak przez cały wieczór odcinałem się od tej formy komunikacji, absolutnie nic się nie rozbiło ani nie było tragiczne dla Ziemi. Po prostu odpowiedziałem i zająłem się sprawami, kiedy mój zakaz wygasł rano.

Fakt, że wszyscy jesteśmy stale połączeni, zaszczepia w nas wszystkich niepotrzebne poczucie pilności. Ale fakt, że nawet jeden nadawca nie sprawdził, czy otrzymałem jego wiadomość po tym, jak nie odpowiedziałem od razu, sprawił, że zastanawiałem się - czy którykolwiek z nas faktycznie oczekuje, że inni odpowiedzą w ciągu kilku minut, czy też wszyscy ten pośpiech i pośpiech całkowicie narzucone przez siebie?

3. Nie zwracałem uwagi

Mój mąż i ja usiedliśmy, aby obejrzeć odcinek Jessiki Jones z Netflix, w który byliśmy całkowicie pochłonięci. Cóż, przynajmniej myślałem , że byłem całkowicie pochłonięty. Nagle postać powiedziała coś, co spowodowało, że zwróciłem się do męża i zapytałem: „Czekaj, kiedy to się stało ?!” Odpowiedział: „Eee… jak dwa odcinki temu”.

Mogę sobie tylko wyobrazić, że byłem rozproszony, kiedy to się stało - przypadkowo przewijałem moje wiadomości, podczas gdy tylko połowa oglądała program nad ekranem mojego iPhone'a. I chociaż prawdopodobnie nie jest tak szkodliwe, jak pominięcie czegoś takiego jak pierwsze kroki twojego dziecka, uświadomiłem sobie, że moja skrzynka odbiorcza służyła jako prawie ciągłe rozproszenie w moim życiu.

Myślałem, że jestem jednym z tych ludzi, którzy zawsze byli w tej chwili i aktywnie zaangażowali się w otaczający mnie świat. Ale byłem w błędzie. Nie chcę nawet wiedzieć, ile rozmów i okazji oceniłem na pół, po prostu dlatego, że byłem zbyt pochłonięty pocztą elektroniczną.

4. Stałem się niezręcznie społecznie

Zwykle wyobrażam sobie siebie jako osobę bardzo towarzyską - lubię myśleć, że jestem towarzyski i ogólnie łatwo się z nim rozmawia. Ale brak skrzynki odbiorczej jako kuli otworzył mi oczy na coś przerażającego: stałem się trochę niezręcznie społecznie.

Moment „aha!” Miał miejsce, kiedy byłem na obiedzie z mamą, która, nawiasem mówiąc, była bardzo podekscytowana wiadomościami o tym eksperymencie i próbowała mnie przekonać, że powinien on trwać wiecznie - a nie tylko tydzień. Jak zawsze, ustawiam telefon na stole (stare nawyki umierają ciężko). W trakcie posiłku padłem ofiarą pułapki roztargnienia sięgania w kierunku mojego telefonu w celu sprawdzenia wiadomości.

Byłem natychmiast przerażony i zawstydzony. Oto byłem, ciesząc się kolacją z tą samą kobietą, która nauczyła mnie, jak wiązać własne buty. I na pewnym poziomie podświadomości myślałem, że potencjalny spam z Chipotle zasługuje na więcej uwagi niż ona.

Oczywiście, podobnie jak wszyscy, zostałem zbombardowany przez wszystkie te studia i historie o tym, że nie wiemy już, jak prowadzić prawdziwe rozmowy. Jednak założyłem, że to wszystko było skierowane do innych ludzi - nie do mnie. Ale nie. Ku mojemu przerażeniu zamieniłem się gdzieś w jedną z tych statystyk.

5. Mogę bez niego żyć

W porządku, może życie bez tego jest mocnym stwierdzeniem - ponieważ, jak powiedziałem, potrzebuję tego, żeby zarabiać na życie. Ale jeśli ten eksperyment mnie czegoś nauczył, to to, że e-mail nie musi być tak duży, jak się wydaje.

Kiedy przestałem przymusowo się zameldować, nikt nie umarł. Mój niezależny pisarz nie upadł na ziemię. Nie przegapiłem żadnych dużych zniżek ani promocji, o których musiałem wiedzieć.

Tak, od czasu do czasu pojawiają się ważne wiadomości i będę musiał sobie z nimi poradzić, kiedy się pojawią. Ale to nie znaczy, że muszę polegać na moim e-mailu, jakby to było moje trzecie ramię. Wszyscy będą na mnie czekać - nawet jeśli dotarcie do nich zajmie mi kilka godzin.

Nigdy nie mogłem całkowicie odciąć zimnego indyka od e-maila (wstrzymanie oddechu, przerażenie !). Ale nawet ograniczenie mojego użytkowania przez tydzień było niesamowicie pouczającym doświadczeniem. Więc chcę wiedzieć. Czy kiedykolwiek ograniczałeś częstotliwość sprawdzania skrzynki odbiorczej? Co Ci się stało? Opowiedz mi swoją historię na Twitterze!