Amanda Hesser, współzałożycielka Food52

Wykształcenie: Bentley University, BS Economics and Finance; Ecole de Cuisine Lavarenne, Gotowanie, stypendysta Les Dames d'Escoffier.
Pierwsza praca: restauracja w Cambridge, Massachusetts.
Jedna podstawka na każde 20-coś powinna mieć w kuchni: dobra oliwa z oliwek.
Najlepsza oferta sprzedaży? Upiec im czekoladowe ciasto. Wysoki poziom cukru sprawi, że powiedzą tak!
Kontekst: Uderzyło mnie, gdy usłyszałem historię Amandy, że jej przedsiębiorcza działalność nie była w rzeczywistości w Food52, wspólnocie kulinarnej, którą założyła w Merrill Stubbs w 2009 roku, ale raczej dzięki jej wykształceniu kulinarnym. Niezadowolona od samego początku zdecydowała, że chce ubiegać się o stypendium kulinarne w Les Dames d'Escoffier, profesjonalnym stowarzyszeniu kobiet zajmujących się jedzeniem. Tyle że nie chciała pobierać istniejącego stypendium, które było oferowane tylko amerykańskim szkołom gotowania - chciała trenować w Europie.
Więc zrobiła to, co zrobiłby każdy przedsiębiorca poszukujący inwestycji aniołów. Podsunęła swój pomysł. Opracowała biznesplan, który zawierałby informacje o tym, gdzie będzie studiować, ile to będzie kosztowało i jakie korzyści może przynieść organizacji stypendialnej. (Zrobiła również ciasto czekoladowe do prezentacji.)
I otrzymała stypendium. Według Amandy: „Myślę, że byli na tak wysokim poziomie cukru, że zdecydowali, że to dobry pomysł, aby dać mi dużo gotówki i pozwolić mi uciec do Europy”.
Ale myślę, że to była w 100% Amanda. Za psotnym blaskiem w jej oczach kryje się zdecydowana determinacja i umysł dla biznesu. Od napisania swojej pierwszej książki w wieku 23 lat, zostania najmłodszym reporterem żywności w „ New York Timesie” po zbudowanie aplikacji na Twitterze w 2007 roku, ma wizję tego, co będzie dalej i zdolność do tego.
Właśnie to zrobiła z Food52, pierwszą kurowaną książką kucharską pozyskiwaną z tłumu. Z 52-tygodniowego eksperymentu z recepturami rozwinęła się w kwitnącą społeczność utalentowanych, dobrze poinformowanych ludzi, którzy uwielbiali przyczyniać się do jedzenia.
Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak ta smakoszka znalazła swoją drogę - i porady, których udzieliłaby każdemu ambitnemu 20-ciu.
Kiedy studiowałeś ekonomię i finanse, czy widziałeś, jak to wpływa na jedzenie i podróże?
Nie. Pomyślałem, że dostanę pracę w międzynarodowej firmie, która pozwoli mi dobrze żyć. Byłem wprowadzony w błąd.
Kiedy zdałeś sobie sprawę, że to nie była twoja ścieżka?
Na studiach. Byłem znudzony i niezadowolony ze studiów. Potem studiowałem za granicą i widziałem te wszystkie wspaniałe potrawy, które były dla mnie zupełnie nowe. To było źródło inspiracji. Pomyślałem, że musi być coś wspólnego z moim życiem, które wydawałoby się bardziej autentyczne i inspirujące.
Przestałem więc to, co robiłem na studiach, i powiedziałem: „Jadę do Europy i wymyślę sposób, aby to zadziałało”. Poszukałem informacji i nawiązałem kontakty. Podczas przerwy wiosennej jeździłem pociągami w całej Europie, aby przedstawić się właścicielom w miejscach, w których chciałem pracować. Następnie złożyłem stypendium w Les Dames d'Escoffier i gotowałem w Niemczech, Francji, Szwajcarii i we Włoszech. Zanim skończyłem, znalazłem swoje miejsce.
Po ukończeniu stypendium zacząłeś pisać książkę w wieku 23 lat. Jak to zmieniło twoje życie?
To był punkt zwrotny. Miałem młodzieńczą pychę, by pomyśleć, że mogę napisać książkę, kiedy nigdy wcześniej nic nie napisałem. Uczyniło mnie to pisarzem, co doprowadziło do zatrudniania mnie przez New York Times jako reportera żywności. Praca była częściowo dobra, ale w wieku 24 lat udowodniłam, że jestem zaradna i zaradna. Przynajmniej wiedzieli, że zamierzam przerabiać tyłek za niewielkie pieniądze. To było korzystne dla wszystkich.
Co skłoniło cię do opuszczenia
Czułem się zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić w jedzeniu. Po pewnym czasie bycia reporterem żywności poszedłem do redaktora czasopisma i przekonałem go, że potrzebują redaktora żywności i że dam radę. Ponownie złożyłem propozycję tego, co mógłbym zrobić, gdyby stworzył tę pracę dla mnie. Poszedł po to. Potem uruchomiłem dla nich magazyn o nazwie T Living . Napisałem też kilka książek.
Z boku pracowałem nad pomysłem na startup, który nie miał nic wspólnego z jedzeniem. Kiedy Times zaczął oferować wykupy, wziąłem jeden. To dało mi gotówkę na utrzymanie, kiedy szedłem tą nową drogą.
Jak wpadłeś na pomysł Food52?
Po roku postanowiłem nie realizować mojego pierwszego pomysłu na start - ale miałem błąd w przedsiębiorczości. Mój przyjaciel Merrill pomagał mi skończyć książkę kucharską New York Times i zaczęliśmy rozmawiać o tym, czego brakowało w Internecie. Żadne z nas nie miało witryny z jedzeniem, do której lubiliśmy chodzić. Musiał być ku temu powód, ponieważ oboje uwielbiamy jedzenie. Zasadniczo dochodziło do sedna „Dlaczego to jest?” I „Jak możemy to naprawić?”
Jaka była twoja chwila, gdy wiedziałeś „właśnie to zrobimy”?
Pewnego dnia, kiedy rozmawialiśmy, zastanawialiśmy się: „co jeśli ktoś w Internecie mógłby uczestniczyć w tworzeniu książki kucharskiej?” To właśnie stał się pomysłem na Food52. Stworzyliśmy pierwszą kurowaną książkę kucharską pozyskiwaną z tłumu od 52 tygodni. Książka kucharska była wyrachowanym dowodem koncepcji: pod koniec 52 tygodni wiedzieliśmy, że możemy mieć świetną książkę kucharską. Gdyby się okazało, moglibyśmy zbudować wokół niego biznes, jeszcze lepiej. Wpadliśmy na pomysł dzięki książce.
Kiedy wiedziałeś, że to coś więcej niż książka?
Wiele osób się pojawiło i pokochali społeczność. Zdaliśmy sobie sprawę, że społeczności brakuje w sieci. Nie było miejsca dla ludzi kochających jedzenie, którzy mogliby się spotkać i dzielić pomysłami oraz zdobywać uznanie za swoją wiedzę. W Food52 ludzie przekazują przepisy. Głosują. Testują przepisy.
Czego nauczyłeś się na swojej drodze, że podzielisz się z kobietami w wieku 20 lat?
Wziąłem udział w zajęciach prowadzonych przez Barbarę Wheaton, jednego z najbardziej szanowanych historyków żywności w kraju. Zapytałem ją, czy powinienem pojechać do Europy i gotować. Powiedziała: „Nie musisz pytać. Dlaczego pytasz o pozwolenie? Nie musisz pytać o pozwolenie. Po prostu rób co chcesz.
Zawsze mi się to podobało. To dobra rada dotycząca kariery. Możesz dać się wciągnąć w tę bańkę ludzi akceptujących i odrzucających to, co robisz. Liczy się to, czy chcesz to zrobić. Nikt nie kręci się wokół, żeby cię zatrzymać - więc po co czekać, aż ktoś da ci pozwolenie?




