Skip to main content

„Po prostu nazywaj mnie mamą roku”: przyjrzyj się bliżej samozadowoleniu

Disparate Pieces | Critical Role | Campaign 2, Episode 4 (Czerwiec 2026)

Disparate Pieces | Critical Role | Campaign 2, Episode 4 (Czerwiec 2026)
Anonim

Kilka tygodni temu przezabawne wideo Amy Schumer wywołało ogólnokrajową dyskusję o tym, jak kobiety nie mogą się pochwalić. Prawdą jest, że dla wielu kobiet drugą naturą stało się natychmiastowe odrzucanie komplementów i wykorzystywanie samooceny jako źródła wszelkiego humoru.

Chociaż, w przeciwieństwie do kobiety w ciąży w filmie Schumera, nigdy nie mówiłem o moich piersiach jako „pomarszczonej spaghetti squash”, jako nowej mamie, przyznaję, że dość często uczestniczę w tego rodzaju deprecjacji. Łatwo jest lekceważyć moje frustracje i zmagania się jako pracujący rodzic, zwłaszcza że tak wiele kryzysów, kilka minut po fakcie, jest tak zabawnych. Na przykład, pewnego dnia wysłałem e-mail z jednym wierszem do kilku moich mamusi, które brzmiały mniej więcej tak: „Nigdy wcześniej nie przypadkowo sztucznie opaliłem łokieć mojego małego syna, ponieważ podniosłem go przed moimi Jergensami „Naturalny” balsam do włosów wysuszony. . ”

Zgadza się - jako pracujący rodzic po prostu nie mam czasu, aby balsam całkowicie wchłonął moją skórę przed przejściem do następnego zadania.

Ale co kryje się za tymi dowcipami o „złej mamusi”? Kilka lat temu kontrowersyjne wspomnienie Ayelet Waldman „ Zła matka” dowodziło, że żarty o naszych niepowodzeniach rodzicielskich kryją prawdziwe poczucie winy i nieadekwatności. Twierdzi, że to poczucie winy jest odpowiedzią na kulturę, która sprawia, że ​​wszystkie kobiety czują się jak złe matki, które nigdy nie robią wystarczająco dużo. Aby uchronić się przed tą kulturą złej mamy-policji, „przeciwstawiamy się światu, by wysunąć oskarżenie, którego jeszcze nie skierowaliśmy przeciwko sobie”.

Nie ma wątpliwości, że stałem się trybikiem w tym kole, ale uważam, że mój humor i związane z nim uczucia są skomplikowane. Kiedy odnoszę się do mojego przedszkola jako „zaklinacza dzieci”, ponieważ jest ona w stanie przewidzieć kolejny kamień milowy mojego syna (przewrócenie się, wykiełkowanie pierwszego zęba) do minuty, czy ukrywam własny strach, że jest lepszym opiekunem niż ja ? Kiedy ogłaszam na Twitterze, że oglądam premierę Projektu Runway z mojego dywanu, podczas gdy mój syn bawi się obok mnie kartonowym pudełkiem, czy nieświadomie ujawniam swój strach, że nie stworzę dla niego angażującego życia?

Być może czuję potrzebę żartowania na temat rodzicielstwa, ponieważ zrobienie tego inaczej sprawiłoby, że straciłbym kontrolę. W moim życiu zawodowym nieustannie koncentruję się na unikaniu stereotypu „nękana pracująca mama”. Chcę przez cały czas wydawać się spokojny, opanowany i w pełni obecny. Czy lekceważąc moje doświadczenie jako rodzica kochającego karierę, czy po cichu zgadzam się na kulturę, która wciąż wymaga od matek z karierą przynajmniej publicznego wyjawienia odrobiny winy?

Może. Ale nie sądzę, że rozwiązaniem jest sarkazm. W końcu śmiech z krótkich, ale dręczących trudności rodzicielskich - krachu (twojego i twoich dzieci), wyczerpania, „ale dlaczego ?” - pozwala nam współczuć, więź i tworzyć wspólną kulturę z innymi rodzicami.

Mam nadzieję, że mój syn przyjmuje suche, sarkastyczne poczucie humoru swoich rodziców (ale mam nadzieję, że z nieco mniej przekleństwami). Biorąc to pod uwagę, nie chcę, aby jego dowcip polegał wyłącznie na samozaparcie. I z pewnością nie chcę, żeby moje „złe mamusie” żartowały, jak on mnie widzi. Chcę, żeby wiedział, że oczywiście zdarza się, że czuję się niepewnie i przytłoczony jako matka, ale że te chwile nie definiują mnie ani naszego związku jako matki i syna.

Odtąd ponownie analizuję przypadkowe odniesienia do „złej mamy”. Kiedy koleżanka żartuje z powodu porażki rodzicielskiej w du Jour, nie będę się bała zaoferować prawdziwego wsparcia, jeśli wątpliwość wydaje się motywować jej uwagę. Zrównoważy każdy z moich sarkastycznych komentarzy pochwałą na temat moich umiejętności rodzicielskich. (Na przykład zapisałem większość książek Dr. Seussa w pamięci, pozwalając mi czytać je mojemu synowi bez patrzenia na strony, aby mógł żuć okładkę, gdy opowiadam, jak woli.) opierajcie się pokusie oparcia się na każdej rozmowie w miejscu pracy na temat rodzicielstwa z sarkazmem z obawy, że - Boże, zabierzę - ujawnię trochę mojej tożsamości jako mamy.