Skip to main content

Moja historia: moja walka z uzależnieniem

„Wtedy przestałem się modlić”. Opowieść medyka pola walki – 7 metrów pod ziemią (Kwiecień 2025)

„Wtedy przestałem się modlić”. Opowieść medyka pola walki – 7 metrów pod ziemią (Kwiecień 2025)
Anonim

Cześć, nazywam się Katie i jestem uzależniona od alkoholu.

Musisz poważnie usprawiedliwić sposób, w jaki się przedstawiłem. Stało się to nawykiem po pięciu (tak pięciu) miesiącach rehabilitacji w południowej części Jersey (choć dla mnie mogło to być Mississippi lub Alabama, biorąc pod uwagę stan, w którym przybyłem).

Wszedłem do Seabrook House 19 listopada 2011 roku, po latach imprezowania, które ostatecznie doprowadziły do ​​całkowitej spirali poza kontrolą. Moja diagnoza po przyjęciu na rehabilitację (czyli „moje wznowienie” uzależnienia) zawierała czarno-białe, że jestem uzależniona od alkoholu, kokainy i środków uspokajających. Zasadniczo piłem, dopóki nie straciłem przytomności za każdym razem, przyzwyczaiłem się do nadmuchiwania linii co pół godziny i cieszyłem się kilkoma Xanaxami w ciągu dnia, aby się uspokoić.

Oczywiście moje ogromne uzależnienie nie wyszło nieoczekiwanie. Zawsze byłam kiczowatą imprezową dziewczyną - od pierwszego razu, kiedy wziąłem drinka (rum i colę), mój drugi rok liceum, aż do pierwszego roku studiów, kiedy udało mi się zapewnić sobie pięciodniowy pobyt w szpital z powodu zapalenia trzustki wywołanego alkoholem (stan, w którym trzustka jest całkowicie zaogniona).

Krótko mówiąc, codziennie piłem wódkę (ale utrzymywałem 3, 6 GPA, więc mój styl życia był wyraźnie OK - nie) do tego stopnia, że ​​z czasem moje ciało prawie się wyłączyło. Kiedy zostałem przyjęty do szpitala, poziom enzymów spadł z dachu, tętno i układ oddechowy oszalały, a oficjalna diagnoza zapalenia trzustki była szokiem dla lekarzy, którzy byli przyzwyczajeni do leczenia tego stanu w 50-letnim okresie -starzy mężczyźni z 35-letnim problemem whisky.

Ale oto ja, 19-letnia studentka college'u, wskoczyłam na morfinę, aby uśmierzyć ból spowodowany stanem, który sam sobie narzuciłem. Szanse na to są bardzo niewielkie, ale nadal tak się stało. Postanowiłem więc przestać pić - zimny indyk, wycofania i wszystko inne - przez cztery lata podczas studiów. To było piekło.

Po ukończeniu studiów dostałem wymarzoną pracę PR na Manhattanie, zacząłem wynajmować idealne mieszkanie w Hoboken - drewniane podłogi, ceglany mur, wpuszczone oświetlenie, 10 minut spacerem do ścieżki - i myślałem, że to zrobiłem. Nie mogłem prosić o nic więcej. Miałem karierę, wspaniałych przyjaciół i rodzinę i chodziłem na wspaniałe imprezy (chociaż technicznie wciąż byłem „na wozie”).

Potem poznałem moją bratnią duszę: kokainę. Ten lek był dla mnie uosobieniem doskonałości. Mogłem zapomnieć, że byłem „suchy”, imprezowałem godzinami, pracowałem bez przerwy i traciłem wagę - wszystko w tym samym czasie. Uwielbiałem to uczucie, które miałem pierwszego dnia i ścigałem go przez następny rok. Mój 2011 przyniósł tylko wzloty, ponieważ wszelkie niskie były szybko ukryte przez kolejne kilka białych linii.

Ale w miarę postępu pracy narastało moje uzależnienie. Używanie kokainy doprowadziło do zejścia Xanaxa, biorąc Xanax doprowadziło do większej ilości kokainy do przebudzenia, a połączenie doprowadziło do ponownego wprowadzenia alkoholu w moim życiu. Do maja 2011 r. Miałem sześć miesięcy pracy i „prawdziwego dorosłego życia”, a moje uzależnienie zaczęło nabierać tempa i agresji. Wódka, moja dawno zagubiona BFF, wróciła na scenę i zaczęliśmy dokładnie tam, gdzie ją przerwaliśmy. Zapalenie trzustki? Z mojego punktu widzenia nigdy się nie wydarzyło.

Moje życie stało się przerażającym równaniem: Manhattan + lato + moje własne mieszkanie + stała wypłata + wódka + kokaina + benzosy = całkowita i całkowita utrata kontroli. Kiedy patrzę wstecz, powinna to być wyraźna ilustracja pierwszego kroku 12 Anonimowych Etapów Alkoholików: przyznanie, że moje życie stało się niemożliwe do opanowania i że byłem bezsilny wobec narkotyków i alkoholu.

Oczywiście nie przyznałem się do niemożności zarządzania lub bezsilności. Jedyne obawy, jakie miałem, to takie rzeczy, jak to, że wylądowałem na jachcie poprzedniej nocy, skąd pochodziły dodatkowe leki w mojej kieszeni, z kim dzieliłem stragan w łazience lub z której zakładki barowej nie zamknąłem lub dlaczego 45 nieodebranych połączeń z numerów spoza mojej książki telefonicznej.

Ale do listopada 2011 r. Moje życie było kompletnym bałaganem. Znowu udało mi się wysadzić trzustkę. Zapisałem się na intensywny program leczenia uzależnień - i nie udało mi się. Próbowałem oczyścić - i nawróciłem niezliczoną ilość razy na substancje, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Odciąłem wszelką komunikację od rodziny i starych przyjaciół, zignorowałem moją pracę i wykorzystałem prawie wszystkich wokół mnie. A potem nadszedł punkt zwrotny: prawie przedawkowałem od zażycia osiem kulek kokainy i gram czystego MDMA (ecstasy) w ciągu 12 godzin.

18 listopada 2011 r. Myśl o zbliżającej się śmierci doprowadziła mnie do wezwania ciotki i mamy, aby przyjechały po mnie z mojego mieszkania, które do tego czasu zrobiło się ciemne, zadymione i nieuporządkowane. Moja mama znalazła mnie leżącego na kanapie z papierosami, masłem orzechowym i wodą kokosową - trzy przedmioty, które zwykle załatwiły sprawę - ale tym razem byłem zbyt daleko do strzału.

Uświadomiłem sobie, że jestem chory i zmęczony byciem chorym i zmęczonym. Po tym, jak przywieźli mnie do domu (i nie do końca rozumiejąc, co się dzieje), zgodziłem się pójść na detoks i odwyk.

Po 10 dniach odtrucia organizmu z chemikaliów przeszedłem 28 dni regularnego rehabilitacji „to, co widzisz w telewizji”. Tam dowiedziałem się o znaczeniu 12-etapowych programów, pozyskiwania sponsora, codziennego uczestnictwa w spotkaniach i pracy nad poprawieniem relacji z ludźmi, których skrzywdziłem.

Po programie mieszkaniowym postanowiłem samodzielnie kontynuować opiekę nad programem rozszerzonym. Ta decyzja kosztowała mnie kolejne 75 dni na terenie jakiejś ospałej posiadłości w południowej części Jersey otoczonej farmami drzew. To może nie zabrzmieć kusząco i absolutnie tak nie było, ale w tym czasie mieszkałem z innymi kobietami walczącymi z uzależnieniem, które stały się moim kręgosłupem. Nosili mnie, gdy nie mogłem chodzić, i nauczyli mnie, jak się otworzyć, być uczciwym wobec siebie i innych, a co najważniejsze, odłożyć nietoperza i przestać walczyć.

W wieku 23 lat trudno jest pojąć życie w trzeźwości. Ale wiem skąd pochodzę. Wiem, jak życie stało się tak ciemne, pokręcone i zagmatwane, jak moje emocje były całkowicie zerowe i jak zniknęły moje relacje. Przyszedłem zobaczyć, jak gwałtownie obserwuje się nadużywanie substancji wśród młodych ludzi i, niestety, ile pozostawia na śmierć. Nauczyłem się, że uzależnienie jest chorobą - przebiegłą i zaskakującą; potężny i nieubłagany.

Teraz, z pomocą AA i NA (Anonimowych Narkomanów), mojego sponsora, podstawy wsparcia, którą zbudowałem podczas rehabilitacji i nadal utrzymuję, a także mojej rodziny i bliskich przyjaciół, znalazłem nową siłę, która pokazuje mi, że istnieje światło na końcu tunelu. I że można zachować czystość, trzeźwość i nadal odnosić sukcesy - nawet w wieku 20 lat.

Tak bardzo straciłem nałóg - mieszkanie, pracę, przyjaciół - a jednak zyskałem więcej, niż potrafię wyjaśnić. Teraz mam swoje życie. I mając jasny umysł, jestem w stanie zrobić o wiele więcej z tym życiem, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić w przeszłości.

Niektóre dni są ciężkie, a noce mogą być jeszcze trudniejsze. Ale to prawda, kiedy mówią „jeden dzień na raz”. A jeśli pamiętam, aby skupić się na tym, gdzie dokładnie muszę być w tej chwili, wiem, że wszystko może się poprawić. I jestem pewien, że absolutnie to zrobią.