Skip to main content

Czy musisz odznaczać się marką, aby odnieść sukces? - muza

Dietetyk Jakub Mauricz, 20m2 talk-show, teaser 333 (Czerwiec 2026)

Dietetyk Jakub Mauricz, 20m2 talk-show, teaser 333 (Czerwiec 2026)
Anonim

Jestem wiele rzeczy: pisarz i redaktor, przyjaciel i córka, narzeczony i partner, ciocia, siostra, mama do piesek. Jestem brooklynitą i byłym bizonem (a nawet klawelianinem, z racji tego, gdzie studiowałem). Jestem szefem kuchni, biegaczem, joginem, czytelnikiem i miłośnikiem książek kucharskich i przewodników turystycznych. Jestem osobą z miasta, która głęboko docenia kraj. Jestem Wodnikiem. Mógłbym kontynuować, ale myślę, że masz pomysł.

Jednej rzeczy nie jestem? Marka. W przeciwieństwie do Apple, Jeepa lub Lagunitas, nie jestem produktem, który chciałbym kupić. Szokujące, ale nie jestem na sprzedaż!

Nigdy nie byłem kimś, kogo obchodzi to, co myślą obcy (my, Akwarianie, jesteśmy dumni z naszych niekonformistycznych skłonności), a jednak ogłaszając, że nie jestem zainteresowany rozwojem mojej osobistej marki, jak wielu ekspertów mówi, aby zawsze to robić. mało niebezpieczne. Nawet szkodzi mojej karierze. Jeśli nie samokreślę się, nie spakuję, nie promuję, czy tracę szanse na sukces?

W ubiegłym roku uczestniczyłem w konferencji przywódczej i usłyszałem o tym Janet Kestin z Swim Leadership Programme. Praktycznie byłem zawroty głowy, kiedy powiedziała, bardzo rzeczowo, że nie kupuje tak głośnego pomysłu, że ludzie są markami. Skinęłam gwałtownie głową, przewracając słowa w mojej głowie. Ludzie nie są markami. Po prostu nie jesteśmy.

Unikanie popularnej myśli może być trudne. A jednak patrzę na niektóre osoby, z którymi jestem związany, osoby, które wyraźnie przelały krew, pot i łzy, aby zbudować swoją markę, co zgodnie z artykułem na temat Inc. „wymaga znalezienia charakterystycznego obrazu, wyjątkowy głos i rozpoznawalny standard, który czytelnicy, fani i klienci mogą rozpoznać ”, a ja jestem coraz bardziej zdezorientowany. Jak dziwne jest pragnienie posiadania fanów tylko dlatego, że jesteś dopracowaną wersją samego siebie? A żeby je wyleczyć na podstawie zdjęć, które publikujesz i stworzonego przez ciebie życiorysu o 160 znakach?

Im więcej ludzi o tym mówi, tym bardziej muszę zadać sobie pytanie, czy naprawdę wolałbym być znany jako spójny byt niż jako osoba, człowiek z myślami, uczuciami, emocjami, dowcipnymi powrotami i odpowiednimi nastrojami na wzloty i upadki życia. Docieranie do określonych odbiorców i tworzenie osobowości jest bardzo ograniczające, nie mówiąc już o nudach.

Słuchaj, zależy mi na mojej obecności online. Oczywiście, że tak. Pracuję w mediach cyfrowych i byłbym głupcem, gdyby nie inwestować w to, co pojawia się, gdy Ty (lub menedżer ds. Zatrudnienia) mnie szuka. Mam więcej kont w mediach społecznościowych niż istniałem 15 lat temu i lubię z nich korzystać. Tak jak ty, jestem prawie stale połączony. Publikuję linki do moich artykułów na Twitterze, Facebooku i LinkedIn. Doceniam to, gdy ludzie lubią moje rzeczy lub poświęcają czas na komentowanie.

Ale nic z tego nie czyni mnie marką. Mam jedno konto na Instagramie i składa się głównie ze zdjęć mojego psa w niezręcznych pozycjach, scenicznych ujęć miejsc, do których biegam do lub z, oraz uroczych autoportretów mnie i mojego narzeczonego na meczach baseballowych. Nie jest to przemyślana postać stworzona, aby przyciągać i przyciągać skupionych odbiorców; to tylko ja.

I w tym jest bezpieczeństwo. Kiedy tweetuję coś, czego później żałuję lub używam niewłaściwego hashtaga na Instagramie, nie panikuję nad tym - ponieważ kiedy porzucisz pomysł, że jesteś pakowalnym, zbywalnym produktem, porzucisz także pomysł, że na każdym kroku take online przyczynia się (lub odbiera) Twojej „marce”.

Ponownie podkreślę, że tak, twoja obecność w Internecie jest ważna, ponieważ jest rok 2016, i jest szansa, że ​​twój kolejny menedżer ds. Zatrudnienia będzie korzystał z Internetu, aby dowiedzieć się, kim jesteś. Możesz więc i powinieneś zwracać uwagę na wyniki Google, swoje życie w mediach społecznościowych. Ale nie chcę być jedną nutą. Nie chcę tracić energii na zbieranie 5000 obserwujących na Twitterze. Nie chcę, jak pisze Dawn Dugan w artykule dla Salary.com, mieć wszystko, co robię „ostatecznie przyczyniam się” do mojej „osobistej marki”.

Pozuję do przemyślenia, co to znaczy być obecnym w Internecie. Nie musisz zamykać swoich kont ani ślubować, aby trzymać się z dala od Snapchata lub Periscope. Pamiętaj jednak, że jesteś lepszy niż doskonale oświetlone, profesjonalne zdjęcie na LinkedIn, jesteś mądrzejszy niż ujawnia Twój Instagram i osiągnąłeś więcej niż biografia na osobistej stronie. Twoje „wyniki wyszukiwania” są fragmentem tego, kim jesteś, a nie podsumowaniem całego życia lub kariery. Zapomnij o zgrabnym małym opakowaniu i zabierz swoje - swoją historię. A jeśli przyszły kierownik ds. Rekrutacji nie lubi tego, co widzi, no cóż.

Tak, może się to wydawać dziwne, szczególnie w przypadku witryny z karierą zawodową. Ale oto fakt: wierzę we wszystko, co właśnie przeczytałeś powyżej, i zostałem zatrudniony jako starszy redaktor / pisarz w The Muse - publikacji, która często zaleca podejmowanie kroków, o których wyżej pukam. Czemu? Bo przede wszystkim ludzie, którzy mnie zatrudniali, są ludźmi i wiedzą, że to, co zobaczyli w Internecie, było tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Będę nadal obecny w Internecie w tym roku i prawdopodobnie będę podekscytowany, gdy ktoś prześle dalej coś, co napisałem. Być może, będąc regularnie połączonym i zaangażowanym, nawet w końcu wypracuję nieco charakterystyczny głos. (Oczywiście, jako pisarz, chcę, aby moja praca brzmiała jak ja.) Ale pozostanę nieugięty w jednej sprawie. Nic, co powiem, nie zrobię ani nie opublikuję online, nie będzie próbowało zmienić się w produkt. Nie dla żadnej witryny, menedżera ds. Zatrudnienia ani potencjalnej bazy fanów. Mogę promować moje artykuły i zamieszczać zdjęcia mojego absurdalnie przystojnego psa i możesz argumentować, że wszystko to przyczynia się do brandingu, ale odmawiam zakupu.