Pamiętam ten moment żywo. Uczestniczyłem w konferencji ze swoim zespołem i rozmawiałem z kilkoma osobami z firmy, z którą współpracowałem wraz z zespołem przy działaniach promocyjnych.
Gdy rozmawialiśmy o plastikowych filiżankach darmowego wina, ktoś z innej organizacji wpadł na pomysł. „Hej, pracujemy nad tym nowym projektem, do którego, naszym zdaniem, byłbyś idealny”, powiedział do mnie, „To dałoby ci wspaniałe doświadczenie, a także zapewniło wam dodatkową promocję."
Jego sugestia brzmiała niesamowicie. Byłem podekscytowany dodaniem tej okazji do mojego krótkiego CV - i byłem nawet bardziej podekscytowany, że nie tylko nie kolidowało to z moją umową o pracę, ale także było dobre dla mojej firmy. Dla mnie to brzmiało jak wygrana-wygrana.
Dopóki nie spojrzałem na szefa i ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłem, jak się krzywi, i nagle wychodzi.
„Och, myślę, że ktoś jest zazdrosny” - powiedział współpracownik.
Pokręciłem głową, brzmiało to absurdalnie - a nawet dotyk egomaniakalnie - w to uwierzyć. W końcu była kobietą z wieloletnim doświadczeniem i wieloma osiągnięciami. Dlaczego miałaby być zazdrosna o ostatni stopień naukowy?
Na początku odpowiedź umykała mi z powodów, które właśnie podałem, ale w końcu zdałem sobie sprawę, że nie chodziło o mnie. Chodziło o jej niepewność i to, że zamiast postrzegać moje osiągnięcia jako świadectwo swojego kierownictwa, postrzegała je jako zagrożenie dla własnej pozycji.
I ten ruch przełącznika doprowadził do następującej spirali w dół w pracy, którą kiedyś kochałem:
Przestała być w moim kącie
„Cóż, hmm…” pewnie teraz myślisz. Ale, jakkolwiek boleśnie oczywiste może się to wydawać, było to dla mnie brutalnie niegrzeczne przebudzenie.
Po tej konferencji wydawało się, że mnie uraziła. To było tak, jakby chciała, żebym odniósł sukces, o ile nigdy nie odniosłem większego sukcesu od niej. Zamiast oklaskiwać moją ciężką pracę, pominęła ją. Zamiast zachęcać mnie do podejmowania ryzyka, wyciągnęła mnie z nich. Zamiast słuchać i udoskonalać moje pomysły, natychmiast je zestrzeliła.
Byłem na tyle realistyczny, że nie spodziewałem się, że będzie pasować do stroju cheerleaderki i oferować owację na stojąco przy każdym dokonanym przeze mnie wyborze. Ale posiadanie menedżera, który wydawał się działać przeciwko mnie - a nie ze mną - było przygnębiające.
Więc zostałem moim własnym cheerleaderką
Podczas gdy jej nagły zwrot przeciwko mnie zniechęcał, nauczyło mnie czegoś ważnego: chciałem jej wsparcia i zachęty - ale nie potrzebowałem tego.
Lekcja była trudna, ale pokazała, że tylko ja musiałem stać za swoją pracą i decyzjami. I ostatecznie ta realizacja dała mi dużo więcej zaufania, zarówno w biurze, jak i poza nim.
Zaczęła uznawać moją pracę
Wiem, że kiedy pracujesz pod kimś, to naturalne, że on lub ona otrzyma przynajmniej część uznania. Jednak mój szef zaczął jawnie uznawać moje projekty.
Rzeczy, nad którymi spędziłem dni pracując samotnie, zostały uznane za „wysiłki całego działu” podczas spotkań. To ona wstanie i zaprezentuje projekt, do którego wlałem moją krew, pot i łzy - wszystko to sprawiało, że brzmiało to tak, jakby to ona była odpowiedzialna za całość.
Więc skonfrontowałem ją
W końcu zebrałem się na odwagę i zwróciłem się do niej o moje frustracje, mówiąc, że - choć byłem cały za graczem zespołowym - nie chciałem być całkowicie zaniedbywany lub ignorowany, kiedy przychodzi czas na pochwałę za projekt. Ale odpowiedziała tylko: „Cóż, nigdy nie wiedziałbyś, jak to zrobić, gdybym cię nie nauczył”.
Tak, dużo mnie nauczyła. Ale fakt, że wykorzystała to jako uzasadnienie przyjęcia całej pochwały i uznania dla rzeczy, które sam osiągnąłem, był irytujący.
Kiedy więc stało się jasne, że nie mogę się do niej dostać, użyłem własnego głosu. Kiedy projekt, który prowadziłem, został oklaskiwany na spotkaniu, upewniłem się, że moje zaangażowanie jest znane. To było trochę bardziej bezpośrednie i agresywne, niż byłem przyzwyczajony. Chciałem jednak wyjaśnić, że nie będę traktowany jak wycieraczka.
Wreszcie wybrała mnie osobno
Jeśli chodzi o pracę, na którą nie chciała klepać swojego imienia? Cóż, poderwała go do połowy. Nie mogłabym nic zrobić, gdyby nie powiedziała mi, że sama by to zrobiła lepiej lub inaczej.
Było to nie tylko zniechęcające, ale także wyjątkowo niekorzystne. Wiele razy byłam proszona o zmianę - nawet jeśli był to tylko drobny szczegół - tylko po to, żeby to zmienić z powrotem.
Więc zacząłem wątpić w siebie
Zwykle jestem otwarty na konstruktywną krytykę. Jednak uwagi, które wypowiedziała, wcale nie były pomocne. Zamiast tego skomentowała tylko po to, by pomijać moją pracę i pokazać, że wciąż nie była wystarczająco dobra (i, szczerze mówiąc, prawdopodobnie nigdy nie będzie).
Ale wkrótce dowiedziałem się, że muszę wziąć wszystko, co powiedziała, z dodatkiem soli. I w tych momentach, kiedy czułem się, jakbym właśnie kręcił się w kółko, próbując spełnić jej nierealistyczne oczekiwania, wciągnąłem innych przełożonych, aby uzyskać drugą opinię.
Chociaż moje próby rozwiązania problemów z moim szefem nieco pomogły, wiedziałem, że były to tylko Band-Aids na rany postrzałowe. Tak więc, po dość złośliwych uwagach i złym traktowaniu, podjąłem decyzję o odejściu z pracy i związanym z tym toksycznym środowisku.
Jeśli znajdziesz się w podobnej sytuacji ze swoim przełożonym, czasami rezygnacja (i zapewnianie jakiejś brutalnej szczerości podczas rozmowy kwalifikacyjnej!) Jest jedyną rzeczą, którą możesz zrobić, aby poprawić sytuację dla siebie.
Ale niezależnie od tego, jak zdecydujesz się iść naprzód, ważne jest, aby pamiętać o tym: tylko dlatego, że twój szef znajduje się kilka szczebli nad tobą na przysłowiowej drabinie, nie daje mu wolnej przepustki, aby chodzić po tobie. Pamiętaj, że możesz nie być w stanie kontrolować działań i zachowań innych ludzi, ale możesz kontrolować, jak na nie reagujesz.




