Ostatnio, jeden z moich kolegów i ja z podekscytowaniem omawialiśmy nową (ish) restaurację, która otrzymywała wiele pochwał. Zróbmy randkę, powiedzieliśmy. Wyrzuciła jedną opcję, ja wyrzuciłem inną prawie 10 dni później, a potem wysłała zaproszenie do kalendarza.
Choć pierwszego wieczoru była technicznie wolna, zasugerowała, ale reszta tego tygodnia była wściekła i chciałem się dobrze bawić razem. Zamiast ryzykować uczucie przytłoczenia i wyczerpania, kiedy nasz obiad się toczył, odepchnąłem go.
Ostatnio zacząłem to robić coraz bardziej - przestałem się przesadzać, starając się zapewnić sobie przyjemność ze wszystkich zaplanowanych działań. To nie tylko uratowało mnie od spożywania drinków po pracy w stanie prawie zombie, ale także sprawiło, że moje zaplanowane wydarzenia były o wiele przyjemniejsze. W tym momencie życia wiem, z iloma rzeczami mogę sobie poradzić w ciągu tygodnia, zanim zaczną się czuć jak obowiązki domowe (maksymalnie trzy).
W końcu nikt nie lubi być osobą anulowaną w ostatniej chwili ani anulować. Ale wszyscy w pewnym momencie to zrobiliśmy - dotarliśmy do końca dnia pracy i po prostu poczuliśmy się zbyt wyczerpani, by myśleć o spotkaniu na kolacji. Tak, zarażenie się grypą to jedno. Dostanie pilnego zadania od szefa to kolejne. Ale robienie planów i wycofywanie się w ostatniej chwili, ponieważ „nie masz ochoty iść” lub, co gorsza, ponieważ pojawia się coś lepszego, jest kiepskie. Na dłuższą metę raczej nie pomoże rozwinąć żadnych osobistych lub zawodowych relacji.
Jak pisała ostatnio autorka Verena von Pfetten w „ New York Times” , ten starannie przemyślany kalendarz oznacza, że często jestem osobą, która sugeruje zebranie się trzy, cztery lub więcej tygodni wcześniej - nawet jeśli technicznie jestem do tego czasu dostępna . Chociaż czasami rzuca to ludzi w pętlę („Wow, jesteś naprawdę zajęty!”, Mówią), robienie tego oznacza, że dotrzymuję tych zobowiązań i nie wykręcam się z planu, który podjąłem. Oznacza to, że nie tylko nie muszę być osobą anulującą, ale także, że tak naprawdę nie mogę się doczekać wszystkiego, co zobaczę w moim terminarzu.
Jeśli starasz się zachować dla siebie wolne noce, zastanów się nad taktyką stosowaną przez Amy Astley, redaktor naczelną „ Architectural Digest” . Przed czymkolwiek się zadaje, zadaje sobie pytanie, czy naprawdę chce jechać, czy też jest jakiś powód biznesowy, dla którego powinna jechać. Jeśli na którekolwiek z nich odpowie twierdząco, sporządzi plan. Jeśli nie - noc pozostanie otwarta.
Słuchaj, możesz potrzebować tylko jednego bezpłatnego weekendowego popołudnia lub jednej nocy w tygodniu, aby się naładować. Może potrzebujesz tylko kilka wolnych nocy w miesiącu. W porządku. Nie sugeruję, że wszyscy powinniśmy mieć tę samą filozofię w naszych kalendarzach i czasie „ja”. Ale powinniśmy mieć podobne przekonanie o tym, jak ważne jest dotrzymywanie naszych zobowiązań i nie poleganie na kolejnej wymówki, gdy chcemy coś z tego wyciągnąć. Zapewniam cię, że o wiele łatwiej i mniej niekomfortowo jest powiedzieć „nie”, niż trzeba się poruszać.
Jak tworzysz i realizujesz swoje plany? Czy masz niezawodną strategię? Tweetnij mnie @stacespeaks.




