Minęło kilka tygodni przed moim terminem i rozmawiałem z moim reżyserem - znakomitym profesjonalistą z CV, za które umrę i cudowną matką dwojga małych dzieci - o naszych planach na wieczór. Kiedy wspomniałem, że mogę zorganizować szafę w przedpokoju, złapała mnie za przedramię i powiedziała: „Musisz iść do domu, zamówić chińskie jedzenie na wynos, usiąść na kanapie i oglądać rozrywkę dziś wieczorem - póki możesz . ”
Miała oczywiście na myśli to, że powinienem cieszyć się tymi ostatnimi tygodniami nieustrukturyzowanego wolnego czasu. Miałem właśnie zmienić się z „młodego profesjonalisty” w „pracującego rodzica” i wiedziałem, że moje nowe życie niewiele pozostawi po sobie spontaniczne drzemki i bezmyślną telewizję (chociaż, co prawda, przez te pierwsze tygodnie, kiedy mój syn nie spał przez ogółem 70 minut każdego dnia oglądałem dużo HGTV).
Nie byłem jednak przygotowany na to, jak musiałbym przemyśleć „czas osobisty”. Mam na myśli to w sensie administracyjnym - pracodawcy urlopowi dają ci opiekę nad osobistymi zadaniami, takimi jak wizyty lekarskie i olej zmiany i niekończące się linie w DMV. Rzeczy, o które należy dbać w godzinach pracy.
Zanim miałam dzieci, rzadko korzystałam z osobistego czasu, a nawet wakacji. Startup, w którym pracowałem, miał hojną, nieograniczoną politykę urlopową, wiedząc, że zatrudniani przez nią niezwykle ambitni młodzi ludzie nigdy jej nie wykorzystają. W obu pracach, które pracowałem w połowie lat dwudziestych, pracowałem od wczesnego rana do późnego wieczora, odbierając telefony w weekendy i, oczywiście, odpowiadając na e-mail, gdy tylko zadzwonił mój telefon. Mimo że moi szefowie zachęcali mnie, żebym się wyłączył po godzinach, opuścił pracę w rozsądnym czasie i poświęciłem potrzebny mi czas, nie zrobiłem tego.
Pomyślałem, że zajęcie i stres oznaczają, że robię coś dobrze. Jak zauważa Jan Bruce, założyciel meQuilibrium.com w swoim niedawnym artykule Forbes Woman: „Pogarszamy się, łącząc się z sukcesem. W końcu, im bardziej jesteś zestresowany, tym bardziej musisz odnosić sukcesy, prawda? A jeśli tak jest, to zajęty musi być nowy czarny - jest modny i pasuje do wszystkiego. ”
Ta mentalność pracy 24/7 sprawiła, że poczułam się jak młody profesjonalista zmierzający we właściwym kierunku. Teraz, gdy jestem mamą, nie mam tej opcji.
W szczególności nie mogę już zrezygnować z urlopu. Muszę załatwić szereg niezbędnych spraw w godzinach pracy, takich jak wizyty pediatrów i rejestracja w przedszkolu. I oczywiście poświęcam czas na robienie tego dla mojego syna: nie odczuwam wyrzutów sumienia, że godzinę wcześniej w piątek wychodzę z pracy, aby zabrać go do parku lub jechać przez miasto, aby zabrać go do pediatry, którego wolę. Ale nie byłem u dentysty od trzech lat, bo po prostu nie mam czasu.
Priorytetowe traktowanie czynności osobistych lub rodzinnych jest często postrzegane jako słabość lub brak popędu zawodowego. W czerwcowym wydaniu brytyjski magazyn Red przeprowadził badanie na temat rodziców w miejscu pracy, w którym zapytał rodziców i „nie-rodziców” o obciążenie pracą i poziom stresu. Odkryli, że 40% osób niebędących rodzicami „twierdziło, że pracują ciężej niż koledzy posiadający dzieci”, a 41% osób niebędących rodzicami uważało, że to niesprawiedliwe, gdy „zbierali rzeczy”, gdy rodzice wyjechali do rodziny konflikty. Możesz przeczytać streszczenie badania, ale jego sedno polega na tym, że przynajmniej według 5000 ankietowanych osób istnieje poważne napięcie między osobami z dziećmi i bez dzieci w miejscu pracy, jeśli chodzi o czas osobisty.
Nie mogę zaświadczyć, że doświadczyłem tego napięcia z pierwszej ręki. Przed urodzeniem dziecka nie żałowałam moich współpracowników z dziećmi za to, że pracowali w domu, gdy ich dzieci były przeziębione. Ale z perspektywy czasu żałuję, że nie zostałam w domu, gdy byłam przeziębiona.
Chodzi o to, że musiałem zostać rodzicem, aby zdać sobie sprawę, że lepiej byłoby nam, gdybyśmy dostosowali kult kulturowy do pracowitego życia. Zdrowie i dobre samopoczucie pracowników to oczywista korzyść, ale ponadto firmy mogą przyciągać kierujących nimi specjalistów z osobistymi zobowiązaniami i pasjami (czyli życiem, które chcieliby wspierać stabilnym zatrudnieniem), jednocześnie tworząc środowisko zachęcające kolegów do wsparcia - a nie monitorujcie się nawzajem.
Co więcej, gdybyśmy zrezygnowali z obsesji na punkcie pracy 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, problematyczna kategoria „pracująca matka” (z której często korzystam, ale przyznaję, jest nieco niedorzeczna) stałaby się mniej potrzebna . Zamiast być „pracującą mamą”, po prostu byłbym osobą zorientowaną na karierę, taką, która pracuje, ale która również ma dużo czasu dla rodziny, przyjaciół i osobistych wysiłków - tak samo jak wszyscy inni - bez kary i osądu .




